FANDOM


PROLOG i ODC 1

CHCE NAPISAC IZ WSZYSTKO TO MOJE WYOBRAZENIA I POMYSLY PRZWEZ CO COS NIE MUSI SIE ZGADZAC Z PRAWDA O DANEJ RASIE(CHODZI MI O POSTACI NADNATURALNE) .

I oto ja i... moje nowe życie. Wszystko co robię... wszystko sieje zniszczenie, niosę za sobą śmierć. Słyszę je...wołają mnie, błagają o pomoc a ja nic nie mogę zrobić.

Przeprowadziłam się do Yeldale z rodzicami by zacząć wszystko od samego początku. Mam na imię Karen. Jestem Banshee. Moja matka i brat jest duchem a mój ojciec medium... świetna rodzina. Mieszkamy w domu w małej okolicy. Nasz świat jest podzielony na ludzi i istoty nadprzyrodzone. Niektórzy się nas boją a inni pragną mieć nasze moce przez co trudno jest nam żyć. Ludzie mają nas za wybryki natury i eksperymentują. Coraz mniej jest takich przypadków jednak wiele z nas się woli ukrywać.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Obudził mnie budzik o godzinie 7. Do szkoły muszę iść na godzinę 8:30. Wstałam i zmęczona poszłam do łazienki. Mój pokój był łączony z nią. Miał szaro niebieskie ściany i białe, stare meble. Dodatki takie jak poduszki były zwykle w odcieniach czerni i różu. Łazienka była biała z małą wanną na środku. Obok znajdował się kran i lustro. Umyłam zęby i wzięłam szybką kąpiel. Następnie udałam się do kuchni w której urzędowała mama. Chwile rozmawiałyśmy sam na sam a potem doszedł tata z bratem. Po zjedzeniu posiłku ubrałam się w czarną sukienkę z długim rękawem, do tego założyłam białe trampki. Rozczesałam moje długie blond włosy i zaczęłam się malować. Mam bardzo jasną wręcz porcelanową cerę i krwisto czerwone oczy.

-WYCHODZE MAMO!

-Dobrze powodzenia kochanie! Nie zapomnij papierów!!

Wybiegłam z domu i zaczęłam iść do mojego liceum. Oczywiście było ono przeznaczone tylko dla osób nadprzyrodzonych gdyż tak było bezpieczniej. Założyłam okulary przeciwsłoneczne by zakryć moje oczy. Okej dotarłam. 8:45 już w pierwszym dniu spóźniona....

Zapukałam do gabinetu dyrektorki i po usłyszeniu, że mogę wejść lekko uchyliłam drzwi i powoli wchodziłam. Zza nich wyłoniła się Pani w podeszłym wieku ubrana w różową sukienkę z szarymi włosami upiętymi w kok.

-Dzień dobry...- powiedziałam nieśmiało

-Witaj. Karen tak?

-Tak..

-Witaj w liceum Słodki Amoris. Radzę Ci się spotkać z gospodarzem Natanielem w sprawie teczki. Będzie w sali gospodarzy są to pierwsze drzwi od wejścia na prawo.

-Dobrze dziękuje.- wyszłam z gabinetu. No to wio do Nataniela...

.................(sala gospodarzy)................

- Eh.. przepraszam szukam Nataniela...- powiedziałam wchodząc do pokoju

-To ja jestem Nataniel. Potrzebujesz czegoś?

Zza sterty papierów wyłonił się szczupły blondyn o złotych oczach. Miał on spiczaste uszy i był ubrany w Niebieską luźną bluzkę i szare spodnie. Musiał być elfem.

-Cześć jestem nowa, nazywam się Karen i przyszłam tu w sprawie mojej teczki.

-Oh już się tym zajmuje.- Odpowiedział patrząc na mnie dziwnie.. na początku nie rozumiałam o co mu chodzi a po chwili zdałam sobie sprawę, że na nosie mam okulary. To musiało go tak drażnić.

-Przepraszam... - odpowiedziałam zdejmując okulary.

-Nic nie szkodzi. Musisz odpowiedzieć mi na pare pytań do formularza i już masz to z głowy okej?

Zaczął mi zadawać pytania typu Imię, nazwisko, wiek itd.

-Rozumiem to tyle możesz już iść. - Podał mi plan lekcjii, rozkład sal i kartkę z rzeczami potrzebnymi.

-Dziękuje do zobaczenia.

Wyszłam na korytarz i udałam się w kierunku sali biologicznej. Nieśmiało weszłam...

CDN

ODCINEK 2

Nieśmiało weszłam...

-Dzień dobry..

Zza drzwi wyłoniła się brunetka ubrana w niebieską sukienkę. Wyglądała na bardzo stanowczą i raczej nieprzyjazną.

-Dzień dobry, Karen tak? Nie ma czasu do stracenia siadaj z Rozalią w ostatniej ławce w środkowym rzędzie.

-Dobrze..- ło co za powitanie.

Usiadłam we wskazanym miejscu. Moim oczom okazała się szczupła, wysoka dziewczyna z białymi włosami jak śnieg i złotymi oczami. Miała bladą, porcelanową cerę. Rozłożyłam moje zeszyty a torbę powiesiłam na krześle.

-Hej, jestem Rozalia. Mów mi Roza - dziewczyna podała mi dłoń i uśmiechnęła się.

-Cześć, Karen - uścisnęłam jej dłoń.

-A więc, opowiedz mi coś o sobie - powiedziała zaciekawiona.

-CISZA TAM W OSTATNIEJ ŁAWCE!

Usłyszałam krzyk, powiedziałam Rozie, że pogadamy na przerwie bo i tak mamy teraz czas na lunch. Po usłyszeniu dzwonka dziewczyna zabrała mnie do ogrodu. Powiedziała że tam w spokoju możemy zjeść i pogadać.

-Usiądźmy w cieniu, nie mogę za długo przebywać na słońcu - oznajmiła a ja założyłam swoje okulary.

-Ach tak? Dlaczego? - spytałam

- Takie uroki bycia wampirem.. Ludzie myślą, że wampiry palą się na słońcu. Po części to prawda jednak dzieje się tak po dłuższym czasie przebywania na nim. - Nie byłam bardzo zaskoczona, na swojej drodze miałam już przyjaciół wampiry. - Ale nie gadajmy już o mnie, chciałabym Cię lepiej poznać.

-Eh.. nie wiem czy jest coś do gadania..

-No jasne, że jest! Skąd przyjechałaś? Masz rodzeństwo? Co lubisz robić?

-Z Hiszpanii, mam brata, lubię chodzić na zakupy, słuchać muzyki i oglądać filmy.

-Super! Też uwielbiam zakupy, możemy się wybrać kiedyś razem!

-Jasne z przyjemnością! - gadałyśmy jeszcze trochę. Dowiedziałam się, że Rozalia ma chłopaka również wampira, który jest znanym projektantem i ma swój sklep i miasteczku.

-eh.. sory, że zadaje Ci to pytanie ale... - mówiła strasznie zawstydzona, już wiedziałam o co chce się zapytać.

-Jestem banshee - lekko się uśmiechnęłam.

-Skąd wiedziałaś, że chce się o to spytać?

-To szkoła dla istot nadprzyrodzonych, jestem nowa i wiadomo, że każdy jest ciekawy.

Jadłyśmy posiłek gdy nagle..

-Witam, możemy się dołączyć? - usłyszałam męski głos i automatycznie podniosłam wzrok. Ujrzałam dwóch chłopaków. Jeden wysoki i blady. Miał jedno oko innego koloru i białe włosy z zielonymi końcówkami. Ubrany był w stylu wiktoriańskim. Drugi również wysoki z czerwonymi włosami i szarymi oczami. Nie wyróżniał się niczym szczególnym.

-Lysander! Jasne! - usiedli naprzeciwko nas. - To jest Karen, Karen to Lysander (wskazała palcem na białowłosego) A to Kastiel (pokazała na czerwonowłosego).

-Witam. - wystawił do mnie ręke ja mu ją podałam a on pocałował mnie w nią delikatnie. Kastiel kiwnął do mnie tylko głową.

- Miło was poznać. - odpowiedziałam.

Gadaliśmy chwile. Okazało się, że Kastiel i Lysander mają zespół. Rozalia dobrze dogadywała się z białowłosym, mówiła, że ma chłopaka... Czy to możliwe, że ona i ... muszę się jej spytać!

Kastiel cały czas się mnie przyglądał, z początku mnie to onieśmielało ale przestałam zwracać na to uwagę. Ciekawa jestem kim są... jednak boje się jak zareagują...

-Halo ziemia do Karen!! - Rozalia pomachała mi ręka przed oczami przez co spadły moje okulary. Pochyliłam się by je podnieść jednak ktoś mnie wyprzedził i nasze dłonie się dotknęły. Podniosłam wzrok i kilka centymetrów dzieliło twarz moją a Kastiela. Miał bardzo ładne oczy.. Podał mi moje okulary.

-Niezłe soczewki. - powiedział

-Eh to nie są soczewki... przez moją rasę takie mam. - oznajmiłam

-Ach tak? Można wiedzieć kim panienka jest?

-A co Pan taki ciekawski?

- Pff.... - uśmiechnął się wrednie

- Na ro trzeba zasłużyć - tez się wrednie uśmiechnęłam.

Zadzwonił dzwonek

Kastiel podał mi rękę by pomóc mi wstać. Skorzystałam z propozycji.

ODCINEK 3

Szkoła była ogromna. Każda rasa była dobra w jakiś określonych dziedzinach. Nimfy np. miały zajęcia zielarskie, elfy szkolono z chemii i biologii, kitsune; wampiry; wilkołaki itd. szkolono bardziej pod względem fizycznym, uczono obrony czy korzystania z broni. Ja jako medium miałam zajęcia z opętania, wróżbiarstwa czy też hipnozy. Lysander i Rozalia jako wampiry udali się na wf. Zostałam sama. Spojrzałam na swój plan i rozkład sal. Okej sala 26 zajęcia z opętania. Cholera... zgubiłam się. Nikogo nie ma na korytarzu oprócz rudowłosej dziewczyny.

-Przepraszam.. wiesz może gdzie jest sala 26? Jestem nowa i...

-Oh mamy razem zajęcia ale fajnie!!! Jestem Iris! - Powiedziała dziewczyna jednych tchem

-Karen. Możemy iść tam razem?

-Jasne!!! - uśmiechnęła się od ucha do ucha

Zaprowadziła mnie pod samą sale i razem weszłyśmy. Rudowłosa zaproponowała mi bym usiadła razem z nią, zgodziłam się. Na zajęcia z opętania chodzą medium oraz czarownice. Iris nie ma szczególnych cech, które ją wyróżniają... Lekcja przebiegła szybko. Była ostatnią na dziś więc postanowiłam wrócić do domu. Założyłam okulary, zostawiłam niepotrzebne książki w szafce i wyszłam ze szkoły. Droga zajęła mi 10 minut. Otworzyłam furtkę i weszłam do domu.

-Jest tu ktoś?! - krzyknęłam ale nikt nie odpowiedział

Rodzice pewnie są w pracy a Mike (brat) w szkole. Udałam się do pokoju i padłam na łóżko. Myślałam o całym dniu, o osobach które poznałam i... Kastielu. Zapadł mi w pamięć, podoba mi się jego styl bycia i ciekawi mnie kim może być. Dobra koniec, czas odrobić lekcje. Wyjęłam książki i zeszyty i po 30 minutach skończyłam. Była 17, cóż wcześnie. Postanowiłam zrobić sobie spa. Muszę się odstresować po pierwszym dniu w nowej szkole. Nalałam wody do wanny i zrobiłam pianę. Zmyłam makijaż i nałożyłam maseczkę. Zdjęłam ubrania i zanurzyłam się w wodzie. Po jakimś czasie wyszłam, owinęłam się w ręcznik i zmyłam maseczkę. Wysuszyłam włosy i ubrałam się w piżamę. 19:00 trochę mi to zajęło haha. Położyłam się na łóżku a z komody zabrałam książkę i zaczęłam czytać. Nie pamiętam nawet kiedy zasnęłam. Obudziłam się o 8. Do szkoły mam na 9 więc mam trochę czasu. Powłóczyłam nogami do łazienki. Umyłam zęby i zeszłam na śniadanie z rodziną. Po zjedzeniu spakowałam się i stanęłam przed szafą. Dziś jest gorąco więc postanowiłam ubrać spódniczkę w kratkę, czarna bluzkę na ramiączkach i czarne buty z grubymi obcasami. Wyprostowałam moje długie blond włosy i lekko się pomalowałam.

800 73652 gdziekupilas pl YmB9ZvJEg2.jpg

Ok gotowa. Teraz do szkoły. Pocałowałam mamę i tatę po czym wyszłam z domu. Załozyłam okulary i puściłam sobie muzykę na słuchawkach. Nagle ktoś mnie złapał za ramię.

-Dokąd tak pędzisz? - odwróciłam się zszokowana. To była Rozalia.

-Hej Roza! - uśmiechnęłam się i ją przytuliłam. Miała ona w rękach paczkę chipsów.

- Haha hej! Poczęstuj się

Wzięłam jednego i zaczęłyśmy razem iść do szkoły. Zaproponowała mi, że pójdziemy razem na zakupy po szkole a ja się zgodziłam! Bardzo chciałam pobyć trochę w jej towarzystwie. Czułam, że możemy się świetnie dogadywać. Doszłyśmy do szkoły. Spojrzałam na plan lekcji polski a potem wróżbiarstwo. Do dzwonka 5 minut, pójdę odłożyć rzeczy do szafki. Podeszłam pod nią, załatwiłam to co miałam zrobić, zamknęłam szafkę i ku moim oczom ukazała się czerwona czupryna.

-Hej Kastiel!

-Cześc. - odpowiedział, chyba nie jest w dobrym humorze.

-Coś się stało?

-Nie - warknął. Z nim nie będzie lekko.

Dzwonek. Idę na lekcje w takim razie. Po drodze spotkałam Iris, zamieniłyśmy dwa słowa i zniknęła na końcu korytarza. Weszłam do klasy. Rozalia siedzi z Lyśkiem a jedyne wolne miejsce jest obok Kastiela... cudownie. Będę musiała znosić jego humorki. Usiadłam obok niego, wyłożyłam zeszyty i zaczęłam robić notatki. Czułam na sobie jego wzrok ale nie odwróciłam się by na niego spojrzeć.

-Co się tak gapisz?

-pff - parsknął

- Elokwentna wypowiedź

- Ty lepiej uważaj bo przegapisz ważne słowa do notatek dla starej - odpowiedział uśmiechając się

Chciałam go uszczypnąć ale złapał mnie za rękę. Odwróciłam się, znów patrzyliśmy sobie w oczy. Chwile się pośmialiśmy.

-CISZA TAM!!! - krzyknęła nauczycielka tak, że podskoczyłam. Kastiel powstrzymywał śmiech.

-Co Cię tak bawi? - zamruczałam

- Jesteś cieniasem. - zaśmiał się

-Że co?

- Wystraszyłaś się starej

-Nie jestem cieniasem.- parsknęłam

-Przekonamy się - powiedział tajemniczo.. oho coś się szykuje.

Lekcje wolno mijały. W końcu przerwa na lunch. Wyszłam ze szkoły, ktoś złapał mnie za rękę i pociągnął na parking niedaleko szkoły. Był to Kastiel. Podał mi kask i usiadł na motorze.

-Wsiadaj

-Ale.. czekaj co? - byłam zaskoczona

-No wsiadaj nie mamy całego dnia, przekonamy się czy jesteś cieniasem czy nie.

Założyłam kask i wsiadłam na motor jak mi kazał Kastiel.. czemu ja się go w ogóle słucham? Nagle silnik zaczął działać i chłopak ruszył tak szybko, że ledwo widziałam. Objęłam go by się trzymać a głowę oparłam o plecy. Kastiel pędził tak, że ledwo co mogłam złapać tchu, jechaliśmy tak chwile, serce biło mi niemiłosiernie. Słyszałam bicie serca Kastiela i jego oddech... nie wiem czemu ale przy nim czułam się na tym motorze bezpiecznie. Stanął w tym samym miejscu gdzie wystartowaliśmy. Lekko w szoku wstałam z motoru, zdjęłam kask. Nogi same mi się uginały.

-Ja nie jestem cieniasem tak? - powiedział z szyderczym uśmiechem na ustach

-Muszę dojść do siebie daj mi chwile

Wybuchnął śmiechem

-Objęłaś mnie tak, że lewdo co mogłem oddychać

-Nie przesadzaj...

-AHAHAAH!! - wybuchnął znów śmiechem. Mam go dosyć.

Odprowadził mnie pod szkołę i się rozdzieliliśmy. Super nie zjadłam posiłku bo już zadzwonił dzwonek. Skończyły się lekcje. Umówiłam się z Rozą, że spotkamy się w ogrodzie po lekcjach. Czekałam na nią około 10 minut. Gdy przyszła udałyśmy się w kierunku centrum. Pochodziłyśmy po sklepach, nic konkretnego nam się nie spodobało.

-Już wiem! - krzyknęła Rozalia

-Wiesz co?

-Gdzie pójdziemy!

Wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do dużego sklepu. Zobaczyłam tam wysokiego szatyna ubranego trochę jak Lysander. Rozalia podbiegła do niego i pocałowała go. A więc to jest ten jej chłopak.

-Leo to jest Karen. Karen to Leo, mój chłopak - pocałował mnie w rękę, teraz już widać ze brat Lysandra.

-Kochanie, szukamy jakiegoś fajnego ubrania, znajdziesz coś dla Karen prawda?

-Tak, oczywiście.

Pochodził chwilę po półkach. Rozalia zaprowadziła mnie do przebieralni. Leo przyszedł po chwili i podał mi ładny komplet. Przymierzyłam go i wyszłam zza zasłony.

-wyglądasz cudownie!! - oznajmiła Rozalia

- dzięki, skoro tak mówisz to kupuję!

Leo podszedł do kasy zapakował nowe ubranie. Zapłaciłam za nie i zadowolona wyszłam ze sklepu. Rozalia została z Leo a ja kierowałam się do domu. Oczywiście musiałam się zgubić...Szłam tak już od dłuższego czasu. Ściemniło się.

-Ej laleczko....

-Kogo my tu mamy..

- Ulalaa

Usłyszałam męskie głosy ale nie zareagowałam ani nie odwróciłam się.

-Halo do ciebie mówimy blondyneczko..

Ktoś złapał mnie za rękę i przybliżył do siebie

-ZOSTAW MNIE!!! - krzyknęłam i walnęłam go w twarz

-O.. tak się bawimy? W niegrzeczną dziewczynkę? To ja tez się pobawię- uśmiechnął się szyderczo i uderzył mnie w rękę

-Puść mnie!!!- mój boże niech ktoś mnie uratuje

Cała trójka zaczęła się do mnie dobierać, łapać mnie i dotykać... wszędzie.... Jezu bidulko, zrób coś jesteś medium.. masz moc ale... to co się wydarzyło kiedyś.. nie, nie mogę... Nagle jeden zaczął ze mnie ściągać bluzkę. Nie wytrzymałam.. zaczęłam krzyczeć.. mój pisk był potężny.. trudno się dziwić jestem banshee to moja specjalność... lampy pękały traciły swoje żarówki... zwierzęta pouciekały. Przestałam krzyczeć, byłam wyczerpana. Na chwile mój krzyk ich odciągnął ode mnie ale nie na dobre. Znów się zaczęło... nie mam już siły na dalszą obronę. Łzy leciały mi strumieniami.

-Co ci odbiło! - krzyknął jeden i z całej siły walnął mnie w policzek. Poczułam krew na wardze.. strasznie mnie bolało, chciałam krzyczeć ale jeden zasłonił mi usta.

-ZOSTAWCIE JĄ!!!

Usłyszałam głos i szybkie kroki. Jeden osobnik był szybki jak wiatr powalał przeciwników z wielką prędkością, drugi bił ich z ogromną siłą. Upadłam na ziemię i zaczęłam płakać i zwijać się z bólu. Byłam wystraszona, łzy leciały jedna po drugiej. Napastnicy uciekli z podkulonym ogonem.

-Jak się czujesz? - usłyszałam znajomy głos

-Nie bój się nas... - ten też znam....

CDN

ODCINEK 4

Przecież to... Kastiel i Lysander..

Kastiel wyciągnął do mnie rękę, pomógł mi wstać.

-KAREN??? - był zdziwiony

-J-ja...- zaczęłam się trząść i płakać. Byłam w szoku i cholenie wystraszona. Z wargi leciała mi krew, miałam poszarpaną bluzkę, wielkiego siniaka na ręcę i czerwony policzek. Zaskoczyła mnie reakcja Kastiela. Wziął mnie w objęcia i mocno przytulił. Głaskał mnie po głowie i uspokajał ale na marne. W głowie nadal miałam ten okropny widok.. czułam ich dotyk...musiałam to wszystko z siebie wyrzucić a jak inaczej niż przez krzyk? Zaczęłam znów krzyczeć. Kastiel złapał się za uszy a Lysandra aż odrzuciło na bok. Jednak mimo tego, że darłam się w niebogłosy to on znów mnie objął. Poczułam jak bije mu serce.. znów czułam to ciepło i ,że jestem bezpieczna.

-Cii.. spokojnie - mówił tak ciepłym głosem...- Lysander musimy ją zabrać do domu...

Podałam im mój adres jednak nie dałam rady nic wiecęj zrobić.. emocje, które mnie otaczały... przytłoczyły mnie. Znów zaczęłam płakać a Kastiel z Lysandrem nieustannie próbowali mnie uspokoić.

Chłopcy wzięli mnie pod ramię i zaprowadzili do samochodu. Lysander razem ze mną usiadł na tyle a Kastiel prowadził. Łzy nadal leciały jednak mniej, czułam się już bezpieczniej. Gitarzysta pomógł mi wysiąść kiedy białowłosy dzwonił do drzwi po moich rodziców. Mama wybiegła natychmiast i mnie zaczęła przytulać, pytać czy wszystko dobrze. Ja ledwo miałam siłę i tlen by odpowiedzieć. Tata podziękował chłopakom i zadzwonił po lekarza. Mike pomógł mi wejść do pokoju. Dostałam gorącą czekoladę, zanurzyłam się pod kołdrą. Po chwili przyjechał lekarz, zaczął mnie badać i zszył rozciętą wargę. Powiedziałam, że chce się iść umyć.. chce zmyć ten brud. Mama zaprowadziła mnie do łazienki po czym wyszła i cierpliwie czekała aż skończę się myć. Stanęłam przed lustrem w samym szlafroku. Na twarzy miałam szwy, siniaka a oczy spuchnięte od płaczu. Zdjęłam szlafrok i na moim ciele widziałam siniaki i zadrapania. Nie mogłam patrzeć na to.. zaczęłam cicho szlochać. Wyszłam z łazienki i od razu poszłam spać. Miałam koszmar.. wszystko powróciło... dotyk, ból, krzyk. Wstałam zapłakana o 7. Nie mogłam.. nie dam rady iść do szkoły. Mijały tygodnie. Ja nadal byłam cała w rozsypce. Rozalia, Lysander, Kastiel, Iris a nawet Nataniel przychodzili do mnie ale nie byłam w stanie nic zrobić więc moja mama odsyłała ich z kwitkiem. Po półtora miesiącu powróciłam, na nowo zaczynam, zamykam ten rozdział, chce zapomnieć, ból zniknął. Nowa ja...

ODCINEK 5

Po półtora miesiącu postanowiłam wrócić do szkoły. Obudziłam się o 7. Wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie blablabla. Miałam dylemat w czym pójść do szkoły, w końcu zdecydowałam się na jeden strój.

E567342e98ec5194ed1d8da4ead0b135--black-bear-teen-outfits.jpg

Wzięłam torbę i pognałam do wyjścia. Siniaki zniknęły, a warga się zagoiła. Mama napisała mi usprawiedliwienie, będę musiała je zanieść Natanielowi. Tata postanowił mnie zawieść do szkoły, zgodziłam się. Podjechał pod samą szkołę, pocałowałam go w policzek, podziękowałam i pożegnałam. Wyszłam z samochodu i poczułam na sobie wzrok ciekawskich... onieśmielające. Jakby zobaczyli ducha.

Dzwonek zadzwonił a ja udałam się na zajęcia. ah no tak!! Usprawiedliwienie. Cofnęłam się w kierunku pokoju gospodarzy. Zapukałam i weszłam. Ujrzałam Nataniela i brunetkę o niebieskich oczach. Była to Melania, nimfa leśna.

-Nataniel...

-Oh Karen tak dawno Cię nie widzieliśmy! Czemu Cię tak długo nie było?

-Nic ważnego.. musiałam załatwić parę spraw... - wymusiłam uśmiech jednak było widać, że kręcę.

-To Melania, pomaga mi od czasu do czasu.

Podałyśmy sobie ręce. Dałam Natanielowi usprawiedliwienie i pożegnałam. Trochę mi to zajęło, mam teraz historię.. nie tak źle. Udałam się w kierunku sali. Zapukałam i weszłam.

-D-dzień dobry... - powiedziałam nieśmiało

Każdy był zszokowany. Długo mnie nie było, zaniemówili niektórzy. Widziałam z oddali Kastiela.. wydawał się... szczęśliwy. Lekcja minęła szybko a po niej wszyscy moi przyjaciele się na mnie rzucili, jak zwierzęta. Rozalia co chwile tuliła i całowała, Iris obejmowała mnie i się śmiała. Lysander objął mnie ramieniem. Podziękowałam mu za to co zrobił z Kastielem. Własnie.. gdzie Kastiel? Chciałam go znaleźć i mu podziękować. Pożegnałam się z resztą i poczęłam szukać gitarzysty. Znalazłam go w piwnicy.

-K-Kastiel...- nie spodziewałam się takiej reakcji. Podbiegł i mnie przytulił. Zamurowało mnie. Wyszeptałam jedynie...

-Dziękuje...

ODCINEK 6

Minęły już 3 miesiące od tego... incydentu. Ja, Rozalia, Lysander i Kastiel byliśmy zgraną paczką. Myśleliśmy, że nic już nie może się stać ale się myliliśmy...

-BAL MASKOWY!

-C-Co... - cała klasa zaniemówiła na wieści od Pana Farazowskiego i Dyrektorki.

-Słyszałaś! Nie mogę się doczekać!! - wyszeptała mi Rozalia.

Przyznam pomysł był fajny ale... byłam w lekkim szoku. Pewnie trzeba iść w parach a ja.. nie mam z kim. Cóż mogę jedynie liczyć, że ktoś mnie zaprosi.

-Halo.. słuchasz mnie? - Roza pstryknęła palcami.

-Ah tak.. sory zamyśliłam się...

-Nic się nie bój. Musimy iść razem na zakupy i ...

Roza jest w siódmym niebie.. całą lekcje mi opowiadała ile ma pomysłów, co będzie robić i jakie ma zamiary. Po dzwonku postanowiłam spytać się chłopaków co sądzą o tym pomyśle. Idąc wpadłam na kogoś i się przewróciłam.

-Sory..- powiedziałam podnosząc wzrok

-Oh to ja przepraszam! - Wysoki chłopak z czarnymi włosami podał mi rękę. Obok niego stał identyczny, jedyne co go różniło to to, że miał niebieskie włosy.

-Jestem Armin a to mój brat Alexy. - wskazał palcem na niebieskowłosego.

-Karen. Miło poznać - uśmiechnęłam się.

-Przepraszam ale wiesz może jakie zajęcia mają teraz wilkołaki?

-Oh nie jestem tej rasy więc nie wiem..

-A czym jesteś? - odezwał się Alexy

- Banshee... możecie pójść spytać Nataniela. Powinnien być w pokoju gospodarzy. To te drzwi. - wskazałam na sale.

-Cool! - znów się odezwał

-Dziękujemy!

Odeszli. Dobra miałam szukać chłopaków. Wyszłam na dziedziniec. Ktoś wpadł na mnie.

-EJ UWAŻAJ JAK CHODZISZ!!! - Krzyknęła blondynka.

Miała ona spiczaste uszy (elf). Była ubrana w zwiewną sukienkę ze złotymi wzorami. Obok niej stała Azjatka i dziewczyna z brązowymi włosami.

-NO MOŻE BYŚ PRZEPROSIŁA? - krzyknęła głośniej

-Niby za co? To ty na mnie wpadłaś!

-JAK TY ŚMIESZ SIĘ TAK DO MNIE ODZYWAĆ? LI, CHARLOTTE DAJCIE JEJ NAUCZKĘ!

Obie zaczęły wypowiadać jakieś zaklęcia, byłam przerażona.

-Co tu się dzieje?! - usłyszałam głos Kastiela

-Kastieeeel nic a nic. Tylko gadam z moją nową przyjaciółką - zaczęła się do niego łasić...

- Zostaw mnie.. co chciałyście jej zrobić?

-Nic.. przecież Ci mówie!!

- Te trzy idiotki zaczęły we mnie rzucać zaklęciami... - wtrąciłam się

-Co... - usłyszałam głos Nataniela

-Amber, Li, Charlotte? Idziecie ze mną! - stanowczo powiedział i po chwili odeszły.

-Nic Ci nie jest?- Zapytał Kastiel

-Nie. Nie jestem cieniasem! - wystawiłam język

-To może przejażdżka na motorze?

-NIE NIE!! NIE

Kastiel wybuchł śmiechem a po chwili odszedł. Zapomniałam się spytać co sądzi o balu. Cóż może potem będę miała okazje. Zadzwonił dzwonek i poszłam na lekcje. Mijała ona tak wolno, że czułam się jakbym spędziła na niej wieczność. Kiedy wyszłam z sali zobaczyłam Lysandra z Rozalia i podbiegłam do nich.

CDN

ODCINEK 7

-A więc co sądzisz Lysiek o balu?

-Według mnie to ciekawy pomysł. Dyrektorka zaproponowała mi i Kastielowi byśmy zagrali na nim.

-Świetnie!! Ale tylko we dwójkę ? - spytałam. Kapele, których słucham mają więcej członków..

-Szukamy perkusisty, basisty. Rozalia zaproponowała, że będzie grać na klawiszach.

-Nie gadaj, umiesz grać Rozo?

-Haha coś tam umiem! - odrzekła

Lysander powiedział, że szuka basisty. Nigdy się tym nie chwaliłam ale kiedyś grałam na gitarze basowej...

-Eh..Lysander?

-Tak? - Podniósł brwi pytająco.

-Ja mogę grać na basie.. kiedyś chodziłam na lekcje.

-Serio? - chyba jest zdziwiony... - dziś u Kastiela mamy próbę, przyjdź też.

Podał mi karteczkę z adresem i odszedł gdzieś. Zostałam sama z Rozalią. Już miałam coś mówić gdy nagle..

*głośniki* -MAM NADZIEJĘ, ŻE MNIE SŁYCHAĆ! WSZYSCY UCZNIOWIE SĄ PROSZENI NA SALE GIMNASTYCZNĄ W CELU OMÓWIENIA SZCZEGÓŁÓW DOTYCZĄCYCH BALU MASKOWEGO!!!

-Idziemy? - zapytała Rozalia

-Tak chodźmy!

Na sali była cała szkoła wzięta chyba dwa razy! Usiadłam na krześle obok Rozy. Chwile potem znalazł się obok mnie Armin z Alexym, do których się uśmiechnęłam.

-CISZA!! Dobrze wszyscy są? Świetnie. Bal odbędzie się za tydzień w piątek. Zacznie się o 17. Każdy uczeń pomoże w przygotowaniach. Nastąpi jeden dzień wolnego, będzie to czwartek, ze względów organizacyjnych. Dziewczyny mają być ubrane w suknie, w końcu to bal. Chłopcy elegancko w garnitury bądź koszule. Nie muszę chyba mówić o maskach. Oczywiście oni zapraszają dziewczyny. Podzielę was na grupy. Każda będzie zajmować się czymś innym.

Dyrektorka zaczęła uzgadniać skład grup.

-Rozalia, Karen, Violetta, Kim, Alexy, Kastiel. Będziecie się zajmować wystrojem.

Świetnie.. jak już grupa mi odpowiada to zajęcie musi być okropne. Trudno. Zebranie skończyło się po godzinie. Dyrektorka pozwoliła iść nam wcześniej do domu. Jutro mamy zacząć przygotowania. Wychodziłam już ze szkoły i spotkałam Kastiela.

-Nie dość, że wcisnęłaś się nam na próbę to jeszcze jesteś w tej samej grupie co ja... - uśmiechnął się zadziornie.

-Oh ale zaszczyt! - ukłoniłam się.

-Haha! Dobra wsiadaj na motor. - uśmiechnął się i podał mi kask

-Chcesz mnie zabić abym nie była z tobą w grupie?

znów się zaśmiał - Jasne. A tak serio to idziesz na próbę tak? To właź nie mamy całego dnia.

Weszłam posłusznie na motor. Objęłam Kastiela i ruszyliśmy w kierunku jego domu. Znów pędził tak, że ledwo co widziałam. Zamknęłam oczy a on nadal jechał.

-Jesteśmy. - usłyszałam głos Kasteila

Otworzyłam oczy i zobaczyłam duży, biały dom. Miał czerwony dach. Na balkonach i parapetach wisiały kwiaty. Był piękny.

-Zamknij tą buzie bo ci wleci mucha - Dotknął mojego podbródka i zamknął mi buzie.

-Ten dom jest piękny!

- Jeszcze środka nie widziałaś.

Otworzył przede mną drzwi. W środku były białe, nowoczesne meble. Kwiaty, wazony i szare dodatki.

-Chcesz coś do picia? - zapytał prowadząc mnie do barku w kuchni

-Nie dzięki.

-Jak chcesz

Otworzył mi drzwi i zaprowadził do czegoś w rodzaju piwnicy. Była ona ogromna. Na środku stał podest a na nim intsrumenty. Zaraz obok stały dwie kanapy, mini lodówka i szafka. Zadzwonił dzwonek i Kastiel mnie na chwilę opuścił. Ja położyłam rzeczy na kanapie i się rozgościłam. Po chwili wrócił z Lysandrem, Rozalią i Iris.

-Hej wam! - krzyknęłam

-Hej Kar! - odpowiedziała mi Roza i Iris

-Witaj Karen- Lysander podszedł do mnie i usiadł obok mnie.

-To zaczynamy? - zapytał Kastiel

Każdy przytaknął. Najpierw jednak musiałam pokazać co potrafię. Wzięłam gitarę i zaczęłam grać. Nawet nie wiedziałam co gram. Po prostu wszystko samo ze mnie wypływało. Gdy skończyłam podniosłam wzrok. Każdy na mnie patrzył ze zdziwieniem.

-Gdzie się tego nauczyłaś? - Lysander wyglądał na zszokowanego

-Eh.. nie grałam nic konkretnego.. Po prostu to co mi w duszy grało haha.. a kiedy byłam mniejsza chodziłam na lekcje..

-A więc jesteś w kapeli - odrzekł Kastiel

- Serio? AAAA - rzuciłam się w ramiona Rozie.

Potem zagraliśmy parę piosenek. Zrobił się niezły bałagan. Iris i Roza poszły pozmywać szklanki i talerze. Lysander poszedł odnieść pare rzeczy z Kastielem. Mi zostało zlecone porozstawiać instrumenty na miejsce. Następnie poszłam do domu.

CDN

ODCINEK 8

Do szkoły miałam dziś na 9. Zaczął się nowy tydzień a wraz z tym przygotowania do balu maskowego. Obudził mnie budzik. To co zawsze, umyłam się, ubrałam, zjadłam śniadanie i wyszłam do szkoły. Nie brałam za dużo rzeczy bo po co. Do szkoły dotarłam na 8:50 i udałam się w kierunku sali gimnastycznej. Tam zobaczyłam całą moją grupę i Pana Farazowskiego, który tłumaczył co i jak mamy robić. Pomachałam wszystkim.

-Dzień dobry - skinęłam głową do nauczyciela

-Witaj Karen. Tak więc jak już mówiłem... Jutro będzie tu scena, wszystkie materiały są w tych pudłach. Zamontujcie oświetlenie i zasłońcie okna. Rozmawiałem z dyrektorką, tematem są gwiazdy, niebo, księżyc dlatego będziecie musieli ozdobić ściany i sufit. Odbędzie się konkurs na króla i królową balu więc potrzebne są nam pudełka i kartki na głosy. Do widzenia.

Wszyscy wyglądają na oszołomionych. Konkurs na króla i królową...? Eh.. zapowiada się super bal.

-Dobra to musimy się podzielić...- powiedział Alexy i stanął przed nami. - Violetta, Karen i Kastiel zajmiecie się zasłanianiem okien i zawieszaniem gwiazd dobra? Ja, Rozalia i Kim zajmiemy się rozkładaniem stołów i oświetleniem.

Zabraliśmy się do pracy. W pudłach było pełno papierowych gwiazd i księżyc. Na stole leżały materiały i haczyki. Kastiel wziął drabinę i je zamontował. Następnie zawiesiliśmy zasłony. Violetty może dobrze nie znałam ale świetnie się dogadywałyśmy. Miała ona fioletowe włosy i szarą sukieneczkę. Dowiedziałam się, że jest nimfą i genialnie znała się na zielarstwie, medycynie i rysowaniu. Wspięłam się po drabinie i zaczęłam przyczepiać gwiazdy. Już prawie kończyłam gdy nagle zachwiałam się i zaczęłam spadać. Ktoś mnie jednak złapał...

-No wiem, że jestem przystojny ale żeby aż do tego stopnia się posuwać. - To był Kastiel

-Ah.. dosłownie spadłam ci z nieba

Kastiel wybuchł smiechem i mnie odstawił. Na szczęście mnie nic nie bolało. Wszyscy skończyliśmy nasze dzisiejsze zajęcia. Zbierałam się do wyjścia jednak Rozalia mnie zatrzymała i spytała czy chcę iść z nią na kawę. W sumie nie miałam nic ciekawego do roboty więc się zgodziłam. Gadałyśmy o wszystkim i o niczym ale głównym tematem wokół, którego krążyłyśmy był bal. Roza chciała byśmy razem poszły na zakupy w czwartek i urządziły sobie babski wieczór. Był to świetny pomysł będziemy mogły urządzić sobie spa i razem przygotować się na bal! Zaproponowałam, że u mnie wszystko możemy zrobić. Po dwóch godzinach stwierdziłyśmy, że wracamy do domów. Szłyśmy ulicą..

-Czy ty też to czujesz? - zapytała mnie Rozalia

-Tak.. czuje się obserwowana... - instynktownie się odwróciłyśmy ale nikogo nie zobaczyłyśmy.

-Nikogo nie ma..

Postanowiłyśmy to olać jednak przez cała drogę miałyśmy to uczucie. Weszłam do domu i padłam na łóżko myśląc jak to będzie i czy ktoś mnie w końcu zaprosi... Rozalia idzie z Lysandrem, Alexy z Violettą, Kim z Arminem... zostałam sama. W sumie to Kastiel też nie ma pary może warto go spytać... Nie co ja wygaduje, skoro on mnie nie zaprosił to pewnie nie będzie chciał ze mną iść.. W tym wszystkim zasnęłam i obudziłam się po 8.

-CHOLERA!! SPÓŹNIE SIĘ DO SZKOŁY

Jak wyścigówka pognałam do łazienki. Szybko się wyszykowałam, ubrałam się w co popadnie i wyleciałam jak z armaty z domu. No mimo tak szybkiego tępa i tak byłam spóźniona. Gdy tylko weszłam na teren szkoły pognałam w kierunku sali gimnastycznej. Weszłam i zobaczyłam już nie sale gimnastyczną tylko prawdziwą sale balową. Aż mi szczęka opadła. Gwiazdy zwisały z sufitu. Na środku stała scena, na niej instrumenty. Obok były stoły na przekąski. W samym środku znajdował się księżyc, który świecił jak żyrandol. Przy ścianie były krzesła i stoliki. Wszystko razem tworzyło piękną całość.

-I co robi wrażenie? - Kastiel uśmiechnął się zadziornie

-Noooo i to jak. Sory za spóźnienie, zaspałam.

-Nic nie szkodzi.. Spadło na ciebie najgorsze - znów ten uśmieszek

-...co

Kastiel wepchnął mi do ręki kartki i wielkie pudło. Już wiedziałam co się święci. Musiałam je udekorować i zorganizować konkurs na króla i królową. Cudownie.. lekcja na dziś nie spóźniać się.. nidgy. No cóż za swoje błędy trzeba płacić. Położyłam wszystko na stole i zaczęłam ozdabiać pudełko.

-Co za skupienie...

-Kastiel.. nie teraz. Myślę dlaczego Cię nienawidzę.

-To ty się spóźniłaś.. ja nic nie zrobiłem - uśmiechnął się flirciarsko.

-Fajnie się patrzy jak się męczę co?

-Nawet nie wiesz jak bardzo - wybuchnął śmiechem

-W sumie to...

-Co?

-Skoro ja się zajmuje konkursem.. to nie ma szans, że wygrasz. - wystawiłam język

-Ah tak? Mnie kochają miliony nie ma szans, że przegram

-Dzierżę w tym pudełku wielką odpowiedzialność. Lepiej uważaj co mówisz..- pomachałam mu palcem przed nosem jakbym zganiła pieska

-Już miałem Cię zaprosić na bal ale boje się dostać pudełkiem po głowie...

-Haha! No uważaj, uważaj to pudełko nie ma skrupułów!

-Tak serio to chcesz ze mną iść na ten cholerny bal?

-Oh myślisz, że Ci go umile? Bije ode mnie żar sympatii i miłości! Skoro tak to pójdę!

-Dobra to jednak spytam się kogoś innego... - uśmiechnął się ironicznie i zaczął powoli odchodzić. Rzuciłam w niego pudełkiem

-Mówiłam... to pudełko nie ma skrupułów...

Kastiel zaczął się śmiać a ja podniosłam pudełko i je dokańczałam. Następnie udałam się do biblioteki. Stworzyłam szablon losu i wydrukowałam. Następnie powycinałam i położyłam na stoliku w sali. Teraz zostało tylko zrobić korony. Na bazarze kupiłam jakieś zabawkowe i zaczęłam je ozdabiać gwiazdami i księżycami. Gdy skończyłam odłożyłam je na fioletowe poduszki zaraz obok pudełka. Dobra skończone jest wszystko...

CDN

cz2

Dobra skończone wszystko... czas wracać do domu. Dyrektorka pochwaliła nas i oświadczyła, że skoro już wszystko skończyliśmy to jutro będziemy pomagać przy bufecie. Myślałam, że będziemy mieć wolne ale no cóż. Rozalia cały czas mi mówi o tym, iż ktoś ją obserwuje... martwię się o nią a ona nie chce nic powiedzieć chłopakom. Powiedziała, że coś dziwnego słyszała..

*wspomnienia*

*Gada przez telefon* - Tak Leo wiem, wiem... ale w czwartek już się umówiłam, wpadniemy do ciebie

-Tak szefie to ona..

-Co.. poczekaj chwile... Jest tu ktoś?.. dziwne.. tak jestem już.

*powrót to teraźniejszości*

Coraz bardziej się martwię.

Kolejny dzień. Znów to samo.. mycie się, ogarnianie, śniadanie i strój. Znów mam dylemat. Dobra to będzie idealne! No to ruszamy do szkoły. Z tego co wiem to mam udać się na stołówkę. Otworzyłam drzwi a tam istny bałagan. Na stole talerzyki, kubki, widelce, serwetki i przekąski. Nawet w moim pokoju nie ma takiego bałaganu.

Tumblr inline oi60nnS0LL1uqccih 540.jpg

-Hej? Co się tu dzieje?!

-Hej Karen! - podeszła do mnie Violetta i mnie przytuliła. Nie spodziewałam się tego ale było to bardzo miłe!- Nie możemy się dogadać w paru kwestiach to wszystko.. trudno też w bałaganie wszystko robić.

Każdy rozmawiał i nie mogłam się skupić i wreszcie wybuchłam

-CISZA!! - ło każdy się na mnie patrzy ze zdumieniem... - Jakie macie problemy w czym się nie możecie dogadać?

-Co do ponczu.... jaki ma być i jakie przekąski zrobić. - odezwała się Kim - Połowa osób chciałaby coś słodkiego a druga połowa słonego..

-No i w czym problem? Mamy dwa stoły bufetowe tak? Jeden może być ze słonymi przekąskami a drugi ze słodkimi. Poncz możemy również podzielić. Każdy będzie brał co chciał.

-Nie pomyśleliśmy nad tym w sumie.. dzięki mała! - Kim zabrała się do pracy - A wy na co czekacie?

Każdy zabrał się za przekąski. Zrobiliśmy babeczki, koreczki, kanapki i kupiliśmy ciasta. Poncz był przygotowany na dwa sposoby tak by był wybór. Wszystko przenieśliśmy na sale i rozłożyliśmy na stołach wraz z kubkami, serwetkami i talerzykami. Wszystko posprzątaliśmy i zauważyliśmy, że zostały jakieś przekąski. Usiedliśmy wszyscy przy stole i zaczęliśmy gadać, każdy w swojej grupce.

-To z kim idziecie na bal? - spytał Alexy

-Ja idę z Lysandrem a Karen z Kastielem- Rozalia wyrwała się do odpowiedzi

-Ja z Arminem- Kim i Armin? Szok!

-Ja idę z Violettą! - Alexy uśmiechnął się najszerzej jak potrafi

To fajnie, że każdy się tak ze sobą dogaduje, miło jest siedzieć w takiej grupce. Gadaliśmy tak z godzinę dopóki nie musieliśmy wracać. Umówiłam się z Rozalią, że nasz babski wieczór rozpoczniemy o 16. Pójdziemy na zakupy po czym do mnie na spa. Nie mogłam się doczekać! Następnego dnia o umówionej godzinie zestawiłam się w parku. Roza już tam czekała.

-Gotowa na najlepsze zakupy w twoim życiu?

-haha Rozo spokojnie chce by mój portfel przeżył!

Udałyśmy się na przystanek i po chwili byłyśmy już w centrum handlowym. Obejrzałyśmy wiele wystaw sklepowych i przymierzyłyśmy wiele sukienek jednak a to były za długie a niewygodne i nic nam nie pasowało. Weszłyśmy do kolejnego sklepu i zaczęłyśmy chodzić po wystawach. Naszym oczom ukazały sKię cudowne kreacje. Od razu wzięłyśmy je i pognałyśmy do przebieralni. Ustaliłyśmy, że wyjdziemy w tym samym czasie. Moja suknia była krwisto czerwona, jak moje oczy. Idealnie mi do nich pasowała i do mojej porcelanowej cery.

2015-Sexy-Ball-font-b-Gowns-b-font-font-b-Sweetheart-b-font-font-b-Red.jpg

Gdy Rozalia powiedziała mi, że jest gotowa wyszłyśmy. Moim oczom ukazała się zupełnie inna osoba. Wyglądała pięknie, jak księżniczka. Cudownie pasowała jej do oczu i włosów.

-Wyglądasz... cudownie.. - Aż się wzruszyłam i zabrało mi dech w piersi.

-Ty.. wow...- miała otwartą buzie z zachwytu!

-Ty też!!

-Bierzemy je.. bez sprzeciwu.

-No wiadomo!

B93644fb6f34e6a7ff1510da76587c0e--gold-prom-dresses-dress-prom.jpg

Kolejny kierunek to sklep z butami! Nie było to trudne. Ja wzięłam zwykłe balerinki czarne a Rozalia białe. Będziemy tańczyć więc nie chciałyśmy się męczyć z obcasami. Maski też nie były nadzwyczajne.

Gondola-Venetian-Masquerade-Mask.jpg

(Złota Rozy, czarna Karen!

Teraz kierunek dom!

Masquerade Ball Masks (1).jpg
cz 3 (ostatnia 8odc)

Po udanych zakupach poszłyśmy do mnie do domu. Była już 18. Weszłyśmy akurat na kolajce, którą przygotowała moja mama. Pozwoliła iść nam z nią do mojego pokoju. Weszłyśmy na górę do mojego królestwa i rozłożyłyśmy nasze rzeczy.

-Oh ale masz ładny pokój!

-Haha dziękuje. Odłóż tu swoje rzeczy a na razie idziemy do łazienki robić sobie spa!

-Okej!

Udałyśmy się do łazienki i zaczęła się zabawa. Puściłyśmy sobie muzykę i gadałyśmy na różne tematy. Zaczęło się od robienia maseczek do twarzy, następnie nałożyłyśmy maskę na włosy. Potem przyszedł czas na manicure i pedicure. Zmyłyśmy wszelkie maseczki i poszłyśmy się umyć. Rozalia korzystała z mojej łazienki a ja poszłam do innej. Założyłyśmy piżamy i nawzajem czesałyśmy sobie włosy. Poszłyśmy spać dosyć późno i obudziłyśmy się o 12. Bal miałyśmy na 17 a chłopaki mieli być pod moim domem o 16:30. Nikogo nie było w domu, to nawet lepiej dla nas.

-To co śpiąca królewno? Śniadanie?

-Taaak! Jestem głodna jak nie wiem co!! - zerwała się z łóżka

-Kierunek kuchnia!

-Tak szefie!

-To co chcesz do jedzenia? - odwróciłam się do niej i spojrzałam pytająco - możemy zrobić sobie owsiankę z owocami?

-Dobra ale ja bez truskawek! Eh pozwolisz, że zaspokoję mój drugi głód?

-Jasne nie krępuj się haha

Wyciągnęła z torby cos w rodzaju woreczka na krew szpitalnego i zaczęła sączyć napój o ile tak to można nazwać. Ja kontynuowałam robienie owsianki.

-Podano do stołu!

-No w końcu!- uśmiechnęła się i zasiadła na krześle.

Po zjedzonym posiłku poszłyśmy do mnie do pokoju i obejrzałyśmy coś w telewizji. Godzina 14. Czas zacząć się szykować! Na początku się ubrałyśmy w suknie i buty. Na szyi miałam srebrny wisiorek z sercem. Rozalia miała na sobie swoją kreacje a na szyi białe perły a na uszach kolczyki perełki. Ja stwierdziłam, że nie będę kręcić włosów ponieważ dobrze się czuje w wyprostowanych. Lekko podpięłam grzywkę i zakręciłam jedno pasemko. Zrobiłam sobie delikatny makijaż oka, pomalowałam rzęsy a na ustach miałam czerwoną szminkę, która podkreślała moje białe zęby. Rozalia zrobiła mocniejszy makijaż oka; usta miała w delikatnej, różowej pomadce a włosy miała pokręcone. Kiedy skończyłyśmy była 16 więc miałyśmy trochę czasu. W tym czasie wróciła moja mama, która cieszyła się jakby to ona szła na pierwszy bal. Zrobiła nam mnóstwo zdjęć... niestety. Gdy minęła 16:30 usłyszałyśmy dźwięk silnika i klakson. Zadzwonił dzwonek a drzwi otworzyła moja mama.

-Wejdźcie!! Kastiel i.. Lysander tak? - nie dało się nie słyszeć entuzjazmu w jej głosie... ale wstyd.

-Tak Dzień dobry. - Lysander jak zwykle uprzejmy i dobrze wychowany.

-DZIEWCZYNKI CHODZCIE!!

Razem z Rozalia wyszłyśmy za ściany dzielącej kuchnie z salonem. Byłam czerwona jak burak czyli idealnie do sukni...

-Rozalio świetnie wyglądasz - próbował się opanować ale szczęka mu sama opadła.

-O.. boże - Kastiel wygląda na zaskoczonego.. chyba pozytywnie

-Wystarczy Karen. Wiem, że wyglądam zabójczo ale bez przesady... - wystawiłam język

-No tego nie powiedziałem.. ale nie będę zaprzeczał mam chyba do czynienia z Królową. - uśmiechnął się zadziornie

-Idziemy? - zapytał Lysander biorąc pod ramię Rozalie

-Tak! - odrzekłam.

cdn

ODCINEK 9

-Ah ale poczekajcie zrobię wam jeszcze zdjęcie!! - krzyknęła mama, ustawiliśmy się i podniosła aparat. Takiego wstydu się nigdy nie najadłam..

-Mamo.. koniec.. pa..

-Oh ale wy tak pięknie razem wyglądacie..- uśmiechnęła się i zrobiła ostatnie zdjęcie.

-Eh.. Karen.. znów to czuję.... - Rozalia mi wyszeptała do ucha.. coś tu śmierdzi.

Wsiedliśmy razem do samochodu i ruszyliśmy w drogę. Zaparkowaliśmy na szkolnym parkingu. Chłopcy otworzyli nam drzwi i wysiedliśmy. Ustaliliśmy, że spotkamy się z resztą na dziedzińcu. Kastiel wziął mnie pod ramię i zaczęliśmy iść przed szkołę. Tam zobaczyliśmy Kim, Armina, Violette i Alexego. Kim ubrana była w długą, granatową sukienkę z odkrytymi ramionami. Na głowie miała koka. Violetta miała rozpuszczone włosy i jasnozieloną sukienkę z tiulem i kokardką z tyłu.

-No no no... - Armin przyglądał się nam z zachwytem

-Wyglądacie super! - Violetta zrobiła się cała czerwona.

-Haha wy też!

-Dzięki Karen - Kim wzięła Armina pod ramię - idziemy?

Weszliśmy na sale. Było ciemno i grała już muzyka. Podeszłam do stolika i usiadłam razem z resztą.

-Chcesz coś do picia Karen?

-Tak, dzięki Kas.

Kastiel z Lysandrem poszli po picie. Alexy nam mówił nadal jak to ślicznie nie wyglądamy. W końcu na salę weszła dyrektorka. Miała na sobie długą różową sukienkę i biały żakiet. Na nosie miała złotą maskę z piórami.

-Witam was na balu maskowym! Częstujcie się przekąskami i ponczem. Pod koniec odbędzie się konkurs na króla i królową balu. (wskazała na pudełko) Proszę o oddanie głosu na faworytów. Dziękuję za uwagę i zaczynamy zabawę!

Zaczęła grać wesoła muzyka i każdy ruszył na parkiet. Wywijaliśmy na nim dopóki nie straciliśmy siły. Tańczyłam chyba z każdym ale najwięcej zabawy było z Kastielem. Oczywiście musiał mi dokuczać i specjalnie deptał mi po nogach. Dureń. Nadszedł potem czas na naszą kapelę. Przebraliśmy się szybko w coś bardziej odpowiedniego. Spięłam włosy w kitkę, założyłam czarne spodnie a do tego poszarpaną bluzkę, na nogach miałam te same balerinki, w których tańczyłam. Wyszliśmy na scenę i zaczęliśmy grać. Wiedziałam, że Lysander ma talent ale żeby aż taki. Zamurowało mnie. Zagraliśmy parę kawałków i każdy prosił o więcej. Widziałam jednak, że Lysander ma już dość śpiewania, biedny. Znów się przebraliśmy i był czas na konkurs. Poszłam zagłosować oczywiście na Rozalie byłam pewna, że wygra.

-Proszę o uwagę! - Dyrektorka weszła na scenę i miała w ręce kopertę. - Królem balu zostaje.... Lysander!! - Lysander wyszedł na scenę. Dyra założyła mu koronę.- Natomiast królową.... Rozalia!! - łiii wiedziałam, że da radę!

Roza była cała w skowronkach. Zaczęła grać wolna muzyka i z Lysandrem zaczęli tańczyć na środku sali. Potem dochodziło coraz więcej osób.

-Zatanczymy? - Kastiel się zadziornie uśmiechnął i uklęknął

-Ależ z chęcią - rówież się ukłoniłam

Zaczęliśmy tańczyć. Czułam się magicznie, nic nie mogło zepsuć tej chwili. Wtuliłam się w Kastiela a nad nami wisiały gwiazdy. Mówiłam już, że było magicznie? Ah.. cudownie. Tańczyliśmy tak dwie piosenki, z czego na jednej grała Rozalia na pianine. Grała pięknie, z pasją i od serca. Roztopiłam się na jej muzyce. Nie chciałam opuszczać parkietu. Ale się skończyło i dołączyliśmy do stolika z naszą parą królewską.

-Witamy Króla i Królową! - razem z Kastielem udawaliśmy, że trąbimy a następnie się ukłoniliśmy.

-Haha! Idę się przewietrzyć.. zaraz wracam

-Coś się stało Roza? Pójdę z tobą.

- Nie.. nie trzeba, pójdę sama.

Rozalia poszła i nie wracała za szybko. Martwiłam się o nią i zaczęłam jej szukać po całej szkole. Spotkałam Armina i Alexego.

-Hej chłopaki. Widzieliście Rozalie?

-Nie, coś się stało?

-Nie wiem.. boję się. Ostatnio mówiła, że czuje jakby ktoś ją obserwował a teraz wyszła sama się przewietrzyć i nie wiem gdzie jest.

-Chodź poszukamy jej we trójkę.

Wyszliśmy do ogrodu i tam spotkaliśmy Rozalię, która zaczepiał jakiś facet.

-HEJ ZOSTAW MNIE NIGDZIE NIE IDĘ!

-Ale szef kazał nam Cię zabrać..

-GDZIEŚ MAM WASZEGO SZEFA ZOSTAWCIE MNIE..

-Karen co robimy? - Alexy spojrzał na mnie

-Idziemy ją uratować

Alexy i Armin rzucili się na przeciwników. Wyrosły im kły a oczy świeciły się na niebiesko.

Ja poszłam pomóc Rozalii

-Chodź uciekamy.. - wzięłam ją pod ramię

-Hej hej nie tak prędko - Jakiś mężczyzna walnął mnie tak mocno w głowę, że upadłam na ziemię. Oczy mi się same zamykały.

Usłyszałam dzikie wyczenie. Armin i Alexy nie radzili już sobie z kilkoma napastkiami. Już traciłam wszystko z pola widzenia. Coś ich nagle trafiło i oboje wylądowali na ziemi. Ja zamknęłam tylko oczy.

-Hej... Karen.. słyszysz mnie? Karen cholera! - słyszałam głos Kastiela

Powoli zaczęłam wszystko sobie przypominać, ratunek dla Rozy, mój upadek, klęska chłopaków.. ale czy oni ....

-Z..Zabrali ją... Zabrali Rozalie..

-CO? O CZYM TY MÓWISZ? - To głos Lysandra tracił zimną krew..

-Zabrali ją... oni.. chciałam ją uratować ale.. AŁA!! - nie mogłam otworzyć oczu.. moje powieki były za ciężkie.

-Karen spokojnie Violetta się tobą zajęła..

-A co z Alexym i Arminem - ocknęłam się i zobaczyłam przed sobą Kastiela

-Są tam. (wskazał palcem na parking) Violetta próbuje ich obudzić. Jest w tym całkiem niezła.

-Ale... to ... - łzy napływały mi do oczu - moja wina.. nie mogłam jej uratować.. Cholera mogłam z nią iść...

-Karen spójrz na mnie dobra? Znajdziemy ją... odzyskamy choćby nie wiem co. Musimy rozumiesz?

Wstałam i ustaliłam sobie cel. Muszę odnaleźć Rozalie. Muszę! I nie spocznę póki tego nie zrobię.

ODCINEK 10

Widzę światło, biegnę do niego i kogo tam widzę? Rozalie...

-Rozalia... czekaj

Białowłosa istota biegła i biegła a ja nie mogłam jej dogonić. Proszę... poczekaj, chce znów Cię zobaczyć...

Lustra pełno luster... spojrzałam w jedno. Co widzę? Śmierć.. jestem jej uosobieniem. Chudzielec, blady o jasnych, blond włosach i oczach czerwonych jak krew. Widzę za sobą znów ją.. moją przyjaciółkę... nie umiałam jej uratować... i czy dam radę ją odzyskać?

-To wszystko przez Ciebie...

-Roza co ty mówisz?

-Nawet nie umiesz się obronić.. i ty chcesz mnie uratować? Armin i Alexy mogli umrzeć... zresztą powinnaś to przewidzieć..

-Nie mów tak.. błagam - czuje na policzkach łzy..

-A teraz? Czujesz swoją śmierć? - zaczęła się śmiać i pobiegła w moim kierunku

*krzyk* ... Pobudka.. dzień dobry Karen. Obudziłam się cała zapłakana i zalana potem. Chwila.. gdzie ja jestem? Rozejrzałam się. Byłam w ogrodzie szkolnym, w piżamie. Jak ja się tu znalazłam..? Szłam przed siebie i na coś nadepnęłam. Podniosłam, to był.. nabój? Nagle zaczęłam słyszeć głosy.. wołającą Roze o pomoc, dźwięki strzelania.. to było straszne. Schowałam to do kieszeni i ruszyłam przed siebię, a raczej do domu. Dziwnie się idzie w piżamie do domu gdy jest jeszcze ciemno. Po cichu weszłam do domu i położyłam się na łóżku. Chyba nikogo nie obudziłam. Wyciągnęłam z kieszeni nabój i zaczęłam się mu przyglądać. Był ze srebra i miał znak..cos napisanego tylko nie wiem co. Nie mogłam już spać.. moje myśli zaprzątały cała głowę. Wstałam umyłam się i ubrałam. Mój żołądek tak skakał, że nie mogłam nic zjeść. Nagle dostałam smsa

*Dziś, 11 u Kastiela. -Lysander *

Spakowałam nabój do torebki i ruszyłam w stronę domu Kastiela. Gdy dotarłam na miejsce zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam aż ktoś mi otworzy.

-Cześć. - Kastiel otworzył mi drzwi i pokazał palcem gdzie mam iść.

Poszłam tam i zobaczyłam Lysandra, Leo, Armina, Alexego i Violette.. Leo chyba już wie i nie wygląda za dobrze.

-Armin.. Alexy.. jak się czujecie?

-Już lepiej Violetta to świetna lekarka! - Alexy uśmiechnął się a Violetta zrobiła się cała czerwona.

-Leo.. tak mi przykro.. znajdziemy ją obiecuje - Leo spojrzał na mnie i się uśmiechnął lekko.

-Niby jak? Nawet nie wiemy gdzie jest i jak jej szukać - Kastiel kiedyś Cię zabije..

-On ma racje.. jak chcesz ją znaleźć? Nawet nie wiemy czy jest w mieście - Lysander spochmurniał

-Właściwie to.. eh nie wiem jak to wytłumaczyć.. obudziłam się dziś w ogrodzie szkolnym i znalazłam to.- Pokazałam każdemu nabój -Jest wykonany ze srebra to zrozumiałe strzelali do wilkołaków. Nie wiem jednak co może oznaczać ten napis

-Cazadores... - Violetta coś wyszeptała - Cazadores, łowcy z meksyku ją zabrali. Jest to jedna z organizacji mających na celu łapanie istot nadnaturalnych. Trochę to dziwne... łapią tylko tych ludzi, którzy zagrażają innym. Rozalia musiała czymś zawinić tylko czym? Obawiam się, że trudno będzie ją odzyskać.. nie chcę tu was zniechęcać ale ona może już nawet nie żyć...

-A więc kierunek meksyk! - krzyknęłam

-Hola hola.. ty nigdzie nie jedziesz - Kastiel uciszył mój entuzjazm

-A to niby czemu?

-To niebezpieczne. Pojdziemy ja, Lysander i chłopaki. Ty i Violetta zostajecie.

-A czy ty jesteś moją matką żeby dawać mi rozkazy?

-I niby jak chcesz się przydać?

-Żartujesz sobie teraz? Rozalia to moja przyjaciółka, muszę ją odzyskać a ty jesteś nikim i nie możesz dawać mi rozkazów! - powiedziałam to tak poważnym i donośnym głosem, że aż sama się siebie wystraszyłam

-Jak masz zamiar się obronić? Czy dasz radę kogoś zabić?

-Nie wiem czy zauważyłeś ale moją mocą jest znajdywanie trupów i przewidywanie śmierci.

-Kastiel... pozwólmy jej jechać.

-Dziękuje Lysander!

-Pff.. róbcie co chcecie a jak coś jej się stanie niech nie będzie na mnie!

-Jutro wyjeżdżamy, macie tu być punkt 7. Zarezerwuje nam jakiś domek.. i zaczniemy poszukiwania. Nie wiem ile tam będziemy ale musimy jak najszybciej ją znaleźć - Lysander zmienił ton na bardziej poważny. Violetta jedzie z nami jednak jej udział będzie wyglądał inaczej. Będzie naszą lekarką lub coś w tym stylu.

cdn

ODCINEK 11

*perspektywa Rozalii*

-Nie, nie trzeba wyjdę sama - lekko się uśmiechnęłam do Karen. Jest zmartwiona.

Wyszłam ze szkoły i udałam się do ogrodu. Usiadłam na ławce i zapatrzyłam się na księżyc.

-Tu jesteś... szef się ucieszy. - Gwałtownie wstałam i się odwróciłam.

-Kim jesteś?! Czego chcesz?

-Ja? Nic. To szef coś chce więc grzecznie ze mną pójdziesz.. - Nie widzę twarzy..

-Nigdzie z tobą nie idę zostaw mnie! - Zaczęłam uciekać ale on mnie złapał

-Ale nasz szef...

-GDZIEŚ MAM WASZEGO SZEFA!

Nagle pojawiła się Karen z Arminem i Alexym.

-Chodż uciekamy.. - wzięła mnie pod ramię ale nagle upadła.

-Karen! Co wy jej.... AAAA! - ciemność...

Moje powieki są za ciężkie nie mogę... ich.... otworzyć...

-O budzi się... No Rozalio muszę przyznać, świetnych masz przyjaciół.. szkoda, że

-Że co..

-Nie dali rady, i nie dadzą - Mężczyzna się zadziornie uśmiechnął. Miał on czarne włosy i bliznę na czole. Ubrany był w skurzaną kurtkę i podarte jeansy.

-Czego wy... - Miałam ręce przywiązane do jakiś haków na ścianie, nogi tak samo. - Wypuście mnie! CZEGO ODE MNIE CHCECIE?

-Ależ spokojnie.. my chcemy tylko wiedzieć gdzie twoja matka?

-Nie wiem... skąd mam wiedzieć? Nie widziałam jej od 15 lat!

-Bo rozumiesz... twoja matka całkiem niedawno ukradła ze szpitala w Meksyku krew a następnie zabiła małą wioskę... musimy ją złapać a nie wiemy gdzie się ukrywa

-A ja skąd mam wiedzieć? Nie utrzymuje z tą wariatką kontaktu! AAAA! - wziął paralizator i mnie poraził.

-Masz 24h na przypomnienie bo inaczej.. - przejechał palcem po szyi

-Ale ja... ja nie wiem...

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Rodzice myślą, że jadę na obóz z Violettą... co za wymówka. Nie wiem ile tam będziemy ale wezmę coś na zmianę. Przydałaby się też broń. Z małego kuferka na biżuterie, który znajdował się pod łóżkiem wyjęłam srebrny sztylet. Kiedyś dostałam go od dziadka, pamiątka po nim. Schowałam go do plecaka. Chyba jestem gotowa. Pójdę wcześnie spać by wyspać się na jutro.

Pobudka.. patrzę na zegarek 6. Ubrałam się i ruszyłam do domu Kastiela. Trafiłam do niego punkt 7. Pod jego domem były 2 samochody. Zapukałam i otworzył mi Lysander.

-Witaj Karen, już tylko na Ciebie czekaliśmy. - Dał znak wszystkim by wyszli.

-Ja, Kastiel i Leo jedziemy tym samochodem. Karen Violetta i chłopaki tym - wskazał na czarny samochód.- Czeka nas długa podróż...

Wsiadłam do samochodu a za mną Violetta. Prowadził Armin a obok miejsca kierowcy usiadł Alexy. Cieszę się, że nie jestem w samochodzie z Kastielem, nadal jestem na niego zła. Droga dłużyła się i dłużyła, przez całą rozmawialyśmy i robiliśmy postoje. Po dwudziestu godzinach trafiliśmy na miejsce. Zaparkowaliśmy pod małym, drewnianym domkiem. Było ciemno.

-Jesteśmy... - szepnęłam

-Lysander nie mów mi, że zgubiłeś klucz.... - Kastiel jest zmęczony i zdenerwowany.

-Eh... nie.... o jest! - Z kieszeni wyciągnął mały, srebrny kluczyk. Podszedł do domku i delikatnie otworzył dzrwi. - Mamy 3 pokoje. Jeden dwuosobowy dla Alexego i Armina. Drugi dla trzech osób dla mnie, Leo i Kastiela a trzeci z dwuosobowym łóżkiem dla dziewczyn.- Wytłumaczył gdzie mamy iść i wpuścił nas do środka.

Dom może nie był luksusem ale miał w sobie coś takiego ciepłego. Na parterze był mały salon z kominkiem i kuchnia. Obok stał stół i szafki z talerzami i inną porcelaną. Niedaleko znajdywały się schody na drugie piętro. Weszłam i ujrzałam mały korytarz. Były tam drzwi do pokoi i łazienek. Udałam się tam gdzie nakierował mnie Lysander. Pomieszczenie było małe. Na środku stało duże, małżeńskie łóżko. Z obu stron były etażerki z lampami. Przy oknie stała komoda z lustrem. Zaraz naprzeciwko znajdowały się drzwi do łazienki.

-No no... - powiedziałam na głos

-Podoba Ci się? - usłyszałam głos Violetty i się odwróciłam

-Tak! Jest przytulnie. Idę się przebrać w piżamę i kładę się spać.

-Dobra to ja się tu przebiorę- Violetta się uśmiechnęła i plecaka wyciągnęła piżamę i kosmetyczkę.

Weszłam do łazienki. Ściany były pokryte brązowymi kafelkami. Na rogu stał prysznic a obok wanna. Naprzeciwko był kibelek a niedaleko niego umywalka z lustrem. Przebrałam się i splotłam włosy w kok.

-Violetta przebrałaś się już? - lekko uchyliłam drzwi i zapytałam

-Tak. - Wyszłam i zobaczyłam Violette. Skoczyłam na łóżko i zakryłam się kocem.

-Dobranoc... - zasnęłam.

Otwieram oczy, słyszę piosenkę Rozalii.. słyszę jak gra na pianine...

-ROZA!!!! ROZA!! - krzyczę ale ona mnie nie słyszy.. Roza... - zaczęłam płakać.

-Powiedz gdzie twoja matka.... - Co to za głosy

-SKĄD MAM WIEDZIEĆ? AAAA - Krzyk Rozalii co się dzieję... Czy ona.. nie... nie!

Gdzie my jesteśmy... jakaś.. piwnica? Widzę logo... to samo co na naboju... Mapa? Jest na niej jakiś znak...Ale nagle ból głowy.. okropny.. kapie mi krew z nosa... gdzie ja...

Obudziłam się cała zapłakana. Która godzina? 9. Violetty nie ma. Zejdę na dół, słyszę tam jakieś rozmowy. Chwila.. mam krew na nosie. Wzięłam chusteczkę i wytarłam. Ubrałam się i zeszłam do salonu.

-KASTIEL PRZESTAŃ W KOŃCU.. MUSIMY JĄ ZNALEŹĆ - słyszę Armina

-Jak możemy dojść do tego gdzie jest.. - Lysander

-Eh... Hej?

-Obudziłaś się w końcu? - Kastiel działa mi na nerwy..

-Co się tu dzieje czemu tak krzyczycie?

-Próbujemy dojść gdzie może być Rozalia. - Pokazał mi mapę.. ta sama co we śnie. Zaczęłam się jej przyglądać Nagle zobaczyłam plamę krwi na niej.. złapałam się za nos.. to ten sam punkt co we śnie... - Karen.... Karen!!!

-Co... co

-Nic Ci nie jest? - Alexy podał mi chusteczkę.

-Rozalia jest... tu - Pokazałam na punkt przy plamie krwi. - Ja.. miałam sen i .. widziałam tą mapę i ..

- i co? - Leo nagle oprzytomniał

-I Rozalie.. w piwnicy.. krzyczała

-Jedziemy tam.. Teraz!

CDN

ODCINEK 12

*perspektywa Rozalii*

-No Rozalio, minęły 24 godziny.. gdzie jest twoja matka?

-Nie wiem... mówiłam już... wypuść mnie...

-Miałaś 24 godziny... po tym czasie.. - przejechał palcem po szyi - Ale.. taka ładna buźka..hmm szkoda by było... - wziął bicz i zaczął mnie nim bić

-P..przestań... - miałam łzy w oczach

-Przestań? Dobrze - wziął paralizator

-AA

-Masz 7 godzin, po tym czasie nie będę już taki miły.. Ty! - Wskazał palcem na ochroniarza - zajmij się nią! Ma przeżyć największe męczarnie w życiu.

--------------------------------------------------------------------------------------

Byliśmy już prawie u celu. Tak blisko.. tak blisko by uratować Rozalie.

-Dobra prawie jesteśmy jaki jest plan? - Zapytał Alexy, kontaktowaliśmy się z resztą przez telefon

-Chwila to dosyć duży budynek a piwnice są pewnie obszerne. Musimy objąć konkretny cel.

-Mam pomysł! - Armin wyciągnął laptopa i zaczął w nim grzebać. Po 15 minutach odezwał się - Pobrałem stary plan piwnic tego budynku. Zakładam, że jest tam monitoring więc postaram się go wyłączyć ale na nie więcej jak 20 minut. Są 3 duże pomieszczenia, w którymś jest Rozalia. -Pokazał nam laptopa.-Musimy się rodzielić. Leo i Lysander pójdą tu pokaże im zaraz plan. Karen i Kastiel pójdą do tego a ja i Alexy tu. Violetta będzie czekać w ukryciu w pogotowiu. Mam 3 słuchawki więc każdy z pary dostanie jedną. Jeżeli pierwsi znajdziecie Rozalie szybko powiedźcie w jakim sektorze. - Tłumaczył nam różne rzeczy i zaczął włamywać się do monitoringu. W tym momencie zaparkowaliśmy.

Chwile omawialyśmy plan i się rozdzieliliśmy. Armin dał nam znak, że wyłączył zasilanie na 25 minut i ruszyliśmy. Ja i Kastiel to chyba najgorsza para przecież byliśmy pokłóceni... Szliśmy dostatecznie szybko by nikt nas nie wykrył i by zmieścić się w czasie. Nagle trafiliśmy przed kraty.

-Ekstra jak teraz przejdziemy? - Zwróciłam się do Kastiela

-Patrz uważnie... - zadziornie się uśmiechnął i nagle... zamarłam - Kastiela ciało zaczęło płonąć. Pojawiły mu się kły i pazury. Kraty zaczęły się kurczyć pod wpływem gorąca i nagle spadły.

-O wow...

-Szybko bo nie zdążymy! - złapał mnie za rękę i szliśmy dalej.

Przekraczaliśmy korytarze i ścieżki już dobre 10 minut może trochę mniej nagle odezwała się słuchawka.

-Słyszycie mnie? - Był to Alexy - sektor 2 jest pusty nie ma tam Rozy.

-Kastiel w sektorze 2 nie ma Rozalii - przytaknął

Trafiliśmy pod drzwi. Kastiel je lekko uchylił i zbadał sytuacje. Wszedł szybko z kopnięcia i powalił strażników i dał mi znak bym weszła. Będąc już za drzwami zamarłam. Była tam.. Rozalia.

-Słyszycie mnie? - zaczęłam mówić do słuchawki - Sektor 3 jest Rozalia zawiadomcie Violette... koniecznie

Rozalia była cała zmaltretowana. Miała ślady po biczu, siniaki i oparzenia. Była ledwo przytomna. Razem z Kastielem na siebie spojrzeliśmy smutnym wzrokiem i zaczęliśmy ją rozwiązywać. Wzięłam ją pod ramię i zaczęłam z nią iść.

-Rozalia, musisz dać radę słyszysz? Walcz...

Wlekłam się z Rozalia a Kastiel szedł za nami i nas ochraniał.

-O proszę proszę... - gwałtownie się odwróciłam - kogo my tu mamy... Banshee ciągnąca wampira i piekielny ogar... co za piękna drużyna.

-Czego chcesz? - rzuciłam nerwowo

-Ja chce tylko informacji...

-Kastiel weź ją proszę do Violetty.. ja tu zostanę.

-Nie! Nie zostawię Cię. - Powiedział zdenerwowany

-Kastiel... dam radę w przeciwieństwie do Rozalii... proszę.. obiecuje wyjdę cało..

Kastiel spojrzał na mnie smutno wziął Rozalie i pobiegł.

-Jakich informacji?

-Może nie tu.. chodź usiądziemy. Wskazał mi drogę i znaleźliśmy się na tarasie. Były tam 4 siedzenia przy drewnianym stoliku. Pokazał palcem gdzie mam usiąść.

-A więc.. dowiem się?

-Jak to jest.. być banshee? Opowiesz mi?

-Ja... sama nie wiem..

-Jesteś taka sama jak twoja matka. Te oczy... czerwone jak krew, włosy jasne jak blask...

-Znasz.. znasz moją matkę?

-I to jak... znam ją na wylot. Ciebie też znam. Banshee z rodu Smith... Co można zdziałać będąc taką istotą?

-Można zdziałać to.. - I w tym momencie krzyknęłam z całej siły by ogłuszyć mężczyznę i uciec. Ten pisk był potężny.. popękała cała porcelana ze stołu. Facet dochodził do siebie a ja uciekałam ile sił w nogach. Gdzie jest wyjście... mogłam to przemyśleć... biegłam dalej i dalej nagle zobaczyłam metalowe drzwi. otworzyłam je i udałam się na zewnątrz. Pobiegłam do samochodów wsiadłam i szybko rzuciłam

-Jedziemy! Już!!

cdn

ODCINEK 13

Dowiedziałam się od Armina, że Kastiel i reszta pojechali już z Rozalią do domku. My też byliśmy już w drodze i z opowiadań chłopaków widzę, że stan Rozy jest dosyć poważny. Jechaliśmy już dobre 10 minut i po tym czasie zatrzymaliśmy się pod nasza kwaterą. Wybiegłam z samochodu i szybkim krokiem udałam się do środka. Tam zobaczyłam Kastiela i Lysandra kręcących się we wszystkie strony. Kastiel mnie zobaczył, podbiegł i przytulił. Odwzajemniłam jego uścisk.

-Nigdy więcej tego nie rób.. - Wyszeptał mi Kastiel do ucha i wyrwałam się z jego uścisku.

-Jak z Rozalią?!

-Jest...stabilnie...Violetta ją zbadała, podała jakieś lekarstwa i teraz zakłada opatrunki. Powiedziała by jej nie przeszkadzać póki nie zejdzie. A tak właściwie... o czym rozmawiałaś z tym facetem? - Lysander odwrócił się w moją stronę

-On... zaprosił mnie na herbatę i rozmawiał o mojej matce. Pytał się jakie są moje umiejętności i wtedy krzyknęłam i uciekłam.

-Sprytnie.. - Kastiel się uśmiechnął zadziornie.

-Gdzie Leo? - zapytałam

-Z Rozalią... nie odstępuje jej na krok.

Nagle po schodach zeszła Violetta a ja rzuciłam się na nie i pobiegłam do Rozalii. Weszłam do pokoju nieśmiało i zobaczyłam Leo i Rozalie. Roza miała trochę opatrunków i piła coś ziołowego. Nie wyglądała już tak źle jak wtedy gdy ją zobaczyłam....

-Rozalia... - bez zastanowienia rzuciłam jej się na szyje i tkwiłyśmy tak w objęciach dobre 10 minut. - Jak się czujesz?

-Świetnie.. dziękuje wam wszystkim za uratowanie mnie... - z jej oczu leciały łzy szczęścia. Nie chciałam jej pytać do się działo tam, to nie był czas na to....

Po 2 dniach wszystko dochodziło do siebie. Powoli ale jednak! Rozalia odzyskiwała siły i niedługo mogliśmy wracać do domu. Pogodziłam się z Kastielem i złapałam lepszy kontakt z Leo. Zaczęliśmy pakować nasze rzeczy i zbierać się do podróży powrotnej. Jednak jedna rzecz nie dawała mi spokoju... moje koszmary. Zdarzały się coraz częściej. Dochodziły bezsenne noce gdyż bałam się... Violetta dawała mi jakieś lekarstwa ale nie pomagały. W kółko śniła mi się jedna rzecz... ja przed lustrem a obok mnie duga taka sama ja tylko... kolor oczu był zielony...Co to miało znaczyć? Nie wiem... nie wiem jak tego uniknąć i jak to rozwiązać...

cdn

ODCINEK 14

Po kilku dniach wszyscy wróciliśmy do miasta. Dobrze, że były 2 tygodnie wolnego gdyż nauczyciele wyjechali na jakieś szkolenie. Miałam dość czasu by odpocząć po misji ratunkowej... błąd nic nie odpoczywam. Od kilku dni nie śpię przez koszmary... budzę się zapłakana i cała spocona i tak siedzę i patrzę w niebo całą noc. Cały czas śni mi się moja osoba jednak coś się różni w niej... nie wiem o co chodzi ale to wszystko mnie wykańcza. Jest wieczór więc postanowiłam pójść na spacer. I tak nie spałabym w nocy więc czemu nie? Ubrałam sweter i ruszyłam do parku. Spacerowałam i usiadłam na ławce przy stawie. Przez kilka minut bez celu wpatrywałam się w tafle wody widząc swoje odbicie i nagle... pojawiła się ona. Dziewczyna łudząco podobna do mnie tylko z zielonymi oczami, które świeciły się ze złości jednak widziałam w nich smutek i troskę.

-Kim jesteś? - wyszeptałam sama do siebie

Dziewczyna nagle się poruszyła i uśmiechnęła a cała złość z jej oczu zniknęła. Była szczęśliwa a w jej oczach widziałam światło jakby ktoś wsadził jej tam mnóstwo świetlików.

-Powiem Ci we śnie.... - niewiasta wyszeptała i zniknęła.

-I co ja mam zrobić.. - pomyślałam. Boję się koszmarów ale chce poznać ją...

Mimo iż bałam się zamknąć oczy postanowiłam pójść spać. Wypuściłam z płuc powietrze i ruszyłam do domu. Przebrałam się w piżamę i rzuciłam się na łóżko. Powoli zamknęłam oczy i zasnęłam.

Obudziłam się czując się cała mokra. Otworzyłam oczy i byłam w wodzie? Jednak mogłam oddychać. Obok mnie był koralowiec o pięknych czerwonych i różowych odcieniach, pływały rajskie ryby a rośliny wiły się spokojnie. Nie widziałam jednak jej... mojej podobizny. Zaczęłam płynąc przed siebie i zobaczyłam dziwne światło. Płynęłam szybciej w kierunku błyszczącej rzeczy i przede mną pojawiła się postać, którą tak bardzo chciałam zobaczyć.

-Karen... - powiedziała tak pięknym i melodyjnym głosem

-Skąd znasz moje imię? - zapytałam zdziwiona

-Tak tęskniłam... - złapała mnie za rękę

-Nie rozumiem nic... proszę wyjaśnij....

-Nazywam się... Ciel

-Pięknie... - jej głos był taki ciepły i przyjemny. Czułam, że go gdzieś słyszałam - powiedz mi kim jesteś proszę...

-Jestem... twoją... - urwała na kilka sekund zdanie a w jej oczach znów pojawiły się świetliki.. - siostrą...

-s..siostrą? - zamurowało mnie

-Pomożesz mi się wydostać stąd? Proszę Karen..

-Ale skąd nic nie rozumiem, czemu o tobie nie wiem nic? O twoim istnieniu? Błagam wyjaśnij mi wszystko... błagam - z moim oczu leciały słone łzy a w oczach Ciel pojawiła się niezwykłą troska i ciepło

-Jestem tam gdzie noc jest najpiękniejsza, w krainie snów i gwiazd.. uwięziona przez złego czarownika i wróżbity... wydostań mnie mam tylko Ciebie..

-Oh.. Ciel.. obiecuje, że cię wydostanę tylko nie opuszczaj mnie błagam...

-Karen nie mogę... żegnaj

-Ciel nie.... błagam Ciel!!!! - z moich oczu leciało coraz więcej łez.. poczułam ogromny ciężar i zaczęłam topić się i dusić..

Usłyszałam tylko ciche Lune...

Pobudka.. która godzina? 10... Mam siostrę bliźniaczkę.. nie pamiętam jej.. zresztą tak jak nic z okresu dzieciństwa. Po policzku zleciała mi jedna łza, która szybko otarłam i pobiegłam do kuchni na konfrontacje z mamą. Siedziała z tatą przy stole i piła kawę.

-Dlaczego? Dlaczego mi to zrobiłaś?! - gwałtownie uderzyłam w stół

-Zrobiłam Co.. Karen uspokój się. - podniosła na mnie wzrok pełen zdziwienia.

-Dlaczego nie powiedziałaś mi, że ... że..

-Karen o co chodzi? - Tym razem wtrącił się tata

-Że mam siostrę!! - krzyknęłam ze złości

-Skąd to wiesz? - Mama wstała od stołu

-Nie ważne! Pierwsza zadałam pytanie i chcę odpowiedzi!

-Vivienne? Chyba czas już jej powiedzieć. - tata upił łyk kawy

-Powiedzieć co? Co tu się dzieje!

-Dobrze... Karen usiądź! - posłusznie usiadłam - Kiedy miałam 23 lata poznałam faceta. Nie byłam wtedy duchem, tylko lorialet. Byłam piękna.. miałam zielone jak polana oczy i jasne jak blask włosy.On był medium, mieszańcem gdyż pół człowiekiem. Kochaliśmy się i po roku zaszłam w ciążę. Urodziłam dwie dziewczynki Lunette i Cielle. Były moim oczkiem w głowie tak samo jak i jego. Po pewnym czasie zaczął coś kombinować i zabrał mi moją moc a wraz z nią ciało i zostałam tylko duchem. Pogrążona w wielkiej depresji przez stratę ciała, które tak kochałam wyruszyłam do mędrca w małej wiosce. Chciał w zamian moc jednej z dziewczynek. Nie wiedząc co robię oddałam mu Ciel. On jednak perfidnie mnie oszukał i zabrał dziecko wraz z jego mocą a mnie zostawił jako ducha.

-A co się stało z Lunette? - Miałam łzy w oczach.

-Lunette to ty... by cię nikt nie znalazł zmieniłam Ci imię...

-Czekaj.. chcesz powiedzieć, że oddałaś własne dziecko by dostać ciało?

-Byłam wtedy młoda i głupia... zrozum

-Nie.. Nie! Tego nie da się zrozumieć! Żadna matka nie oddała by swojego dziecka. Matka powinna je chronić! Nie chcę Cię znać...

Po tych słowach wybiegłam z kuchni prosto do pokoju. Zamknęłam go na klucz i dałam upust emocjom. Łza leciała mi jedna za drugą. Chwyciłam torbę i zaczęłam się pakować. Nie chciałam tu zostać nie mogłam. Nie byłam w stanie wybaczyć Mamie.. nie to nie jest moja mama. Nienawidzę jej.

-Karen.. otwórz.. - usłyszałam jej głos przepełniony smutkiem.

-To już nie Lunette? Zostaw mnie w spokoju!

-Karen otwórz te drzwi! - ubrałam się szybko i zasunęłam zamek w torbie. - Karen!

-Proszę bardzo! - w błyskawicznym tempie otworzyłam drzwi i wybiegłam z pokoju. Założyłam buty i już miałam wychodzić i nigdy nie wrócić.

-Karen.. nie możesz! - jej głos był poważny ale smutny.

-Posłuchaj nie mogę żyć z kimś takim pod jednym dachem.. muszę to sobie poukładać rozumiesz? Nie wiem kiedy wrócę ale nie planuje tego prędko. Daj mi czas proszę.

-Dobrze.. Karen.. przepraszam

Wyszłam z domu i trzasnęłam drzwiami. Nie wiem gdzie pójdę ale nie mogę tam wrócić.. nie teraz.

cdn

ODCINEK 15

Wyszłam z domu i znów zaczęłam płakać. I gdzie ja teraz pójdę? Nie wiem nie chce teraz o tym myśleć... nie dam rady się skupić w takim stanie. Mocniej zacisnęłam rączkę od torby i zaczęłam iść przed siebie wziąć płacząc z moich czerwonych oczu. Znów poszłam na tą samą ławkę przy stawie. Kolana przystawiłam do klatki piersiowej i otuliłam je ręką chowając głowie w nich. Nie wiem ile płakałam i ile tak siedziałam. W trakcie rozpadał się deszcz i byłam cała mokra.. jednak nie patrzyłam zbytnio na to.

-Karen? Co się stało? Dlaczego płaczesz? - nie podniosłam głowy ale wiedziałam, że to Kastiel. - Karen...- Usiadł obok mnie i podniósł mi głowę. Moje oczy aż były spuchnięte od płaczu.

-Kastiel... - ledwo wykrztusiłam jego imię.

-Co się stało? - zanurzyłam się w jego szarych oczach, które zazwyczaj były przepełnione kpiną. Tym razem dostrzegłam w nich troskę i ogromne ciepło.

-Ja... nie mogłam zostać w domu i uciekłam.. - złapałam się za czoło po czym przetarłam oczy.

-I gdzie masz zamiar się zatrzymać?

-Nie wiem ale jak najdalej od mojej matki... - znów sobie wszystko przypomniałam i łzy wróciły.

-Dobrze.. pójdziesz do mnie.

-Ale..

-Bez żadnego ale jak tak dalek pójdzie to ten staw powiększy się 5 razy a nie chce powodzi. - lekko się uśmiechnęłam. Wziął mnie za rękę a do drugiej złapał torbę i zaczął prowadzić w kierunku samochodu. Położył torbę na tylnich siedzeniach zaś mnie pokierował na miejsce obok kierowcy.

-Poczekaj tu tylko nie rozbecz mi się na siedzenia. Zaraz wrócę. - i odszedł a ja zostałam sama. Otworzyłam lusterko i się przejrzałam. Cała mokra, spuchnięte oczy, czerwone policzki i worki pod oczami, do tego włosy nieuczesane i mokre. Cudowna tylko by podrywać. Zamknęłam lusterko i po chwili pojawił się Kastiel. Otworzył drzwi od mojego siedzenia i dał czekoladowego świderka.

-Jedz tylko jak upadnie to będziesz myć. - Usiadł na miejscu kierowcy i ruszył.

-Dziękuje Kastiel.. za wszystko... - powiedziałam cicho a on tylko się uśmiechnął.

Po kilku minutach byliśmy pod domem Kastiela. Wysiadłam z samochodu i wyjęłam torbę z tyłu. Kas otworzył drzwi i zdjął buty. Zrobiłam to samo. Poczułam jak burczy mi w brzuchu i dało się to nawet słyszeć.

- Pójdź do pokoju na górze. Drugie drzwi od lewej. Rozpakuj się i pójdź się umyć. Ja w tym czasie zrobię coś do jedzenia. Panienka ma jakieś szczególne prośby? - lekko się ukłonił co mnie rozbawiło.

-Ależ skosztuje wszystkiego co mi pan da - też się ukłoniłam i wystawiłam mu język.

-Dobra zejdź mi już z oczu bo wyglądasz jak siedem nieszczęść. - również mi pokazał język.

-Ty to wiesz jak oczarować damę! - Po tych słowach udałam się tam gdzie mi kazał iść Kastiel.

Po otworzeniu drzwi ujrzałam liliowy pokój w kształcie kwadratu. Od strony drzwi leżała duża, biała komoda a obok niej lustro. Na przeciwko było małe biurko i parę półek na ścianie. Obok w przeciwnym kierunku stało duże, dwuosobowe łóżko z baldachimem i aksamitną pościelą. Z obu stron leżały etażerki a na nich lampy w kształcie kwiatów. Były w nim dwa duże okna z zasłonami w odcieniach fioletu. Weszłam do małej łazienki połączonej z sypialnią. Była ona całą białą. Na rogu stał blat z umywalką i lustrem. Obok kibelek a na przeciw prysznic z zasłoną w paski. Uśmiechnęłam się sama do siebie i rozpakowałam część rzeczy, które miałam ze sobą. Po resztę wrócę kiedy nie będzie rodziców w domu. Potem poszłam do łazienki i wzięłam gorący prysznic. Dokładnie wyszorowałam każdą część mojego ciała. Wytarłam się delikatnym ręcznikiem i wyszłam by się ubrać. Przyodziałam krótkie, czarne, dresowe spodenki i dużą biała bluzkę sięgającą mi do ud. Włosy zostawiłam mokre tylko je uczesałam. Zamknęłam drzwi od pokoju i wyszłam na korytarz. Poczułam piękny zapach dochodzący z kuchni i szybkim krokiem zeszłam. Zobaczyłam Kastiela, który nakładał na talerze spaghetti.

Zasiadłam z Kastielem do stołu i zaczęłam dłubać w talerzu.

-No to powiesz mi co się stało? - Kastiel spojrzał na mnie swoimi pięknymi szarymi oczami.

-Ja... - zaczęły mi napływać łzy jednak szybko się otrząsnęłam. Chciałam udawać silną. - Ja dowiedziałam się, że nie jestem tym kim jestem a moi rodzice nie są ze mną szczerzy...

-To znaczy?

Zamknęłam oczy by zebrać myśli. Usiadłam na kanapie i schowałam twarz w dłoniach. Obok mnie usiadł Kastiel i położył mi rękę na ramieniu.

-Jak nie chcesz to nie mów...

-Nie to nie o to chodzi... ja nie wiem od czego zacząć... Eh... a więc... moja mama niegdyś była człowiekiem. Urodziła dwie córki, bliźniaczki. Kiedy zabrali jej ciało, oddała jedną z nich do złego czarownika... - łzy zaczęłi mi pędem spływać po policzku. - Ona... oddała własne dziecko za swoją wygodę. Ona oddała moją... siostrę... - zaczęłam głośno płakać. Kastiel słysząc to mocno mnie przytulił. - Urodziła dwie córki.. Lunette i Cielle. Ja tak naprawdę nie nazywam się Karen.. tylko Lunette a mój tata nie jest moim biologicznym tatą. Nienawidze jej...nigdy jej tego nie wybaczę!

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki