FANDOM


Powieść

W skrócieEdytuj

Gatunek Fantasy, Romans
Rodzaj Powieść
Data pierwszej publikacji 8 luty, 2015
Autor Nata1998
Główna bohaterka Alemesta Qute, Kastiel
Części 9
Status W toku

OpowiadanieEdytuj

Część 6 (30.06.2015r) Edytuj

Ze snu wybudził mnie lekki wiatr. Otworzyłam jedno oko, potem drugie. Na wpół przytomna popatrzyłąm przed siebie. Zobaczyłam przed sobą Kastiela. Spiącego kretyna który kilka dni temu oblał mnie wodą. Zaczynam spać z ludzmi do których coś mam. Pięknie... Ciekawe kto będzie następny, może Amber? Ajaj...Zirytowana podniosłam się na łokciach. Zobaczyłam żródło wiatru. Był to wiatraczek na którym wisiała bluzka podobna do tej, którą ma Amber. Okej.. to trochę dziwne. Wstałam i wolno wyszłam z pokoju. Rozglądnęłam sie i usłyszałam skrzypnięcie. Przebiegłam przez korytarz. Przez przypadek pochyliłam się w stronę drzwi od łazienki. Nagle się otworzyły, a ja straciłam równowagę. Przewróciłam się i dosłownie "padłam" przed Nalan. Na moje szczęście, w ubraniu. Kiedy mnie zobaczyła zaśmiała sie i pomogła mi wstać.

-No nie, jeszcze nie padaj przede mną na kolana.-Zażartowała.- Aha! I jeszcze jedno, ktoś do ciebie przyszedł. Czeka na piętrze. Ubierz się, tylko jakoś fajnie bo to ktoś ważny.-Puściła mi oczko. Pobiegłam po ciuchy. Wzięłam moje czarne spodnie i czerwony podkoszulek. Stanęłam przed lustrem i pomyślałam, że jeszcze czegoś brakuje. No tak! Dodatki! Wyciągnęłam walizkę i zaczęłam szukać czegoś na dodatek. przeszperałam cała torbę, aż znalazłam coś czego szukałam. Łańcuszek z wisiorkiem w kształcie Włoch. Cały czarny medalik zalśnił kusząco. Nagle łzy stanęły mi w oczach. To naszyjnik Emeline. Otarłam policzek dłonią. Włożyłam go na ręke mimo tego że to nie branzoletka. Znów otarłam policzek z łzy. I jeszcze raz.. i znowu.

-Alemesta..czemu płaczesz?-Spytał ktoś. Odwróciłam się. Zobaczyłam Kastiela. Uśmiechał sie szyderczo.

-Mówiłam ci, żebyś mnie tak nie nazywał.-Odpowiedziałam ostatkiem sił.-Jestem Ala.

-Pytałem o coś.-wywrócił oczami. Nie odpowiedziałam bo bałam się, że wybuchnę płaczem.Jedna łza spłynęła po mojej twarzy. Otarłam ją nadgarstkiem. Kastiel widocznie wkurzony, wyszedł z pokoju rzucając-Idź na dół.

Ubrałam wisiorek i zeszłam. Z opuszczoną głową weszłam do salonu.

-Witaj Alu-Powiedział ktoś słodkim głosem.Podniosłam głowę. Ujrzałam Kobietę z czerwonymi włosami i takimi samymi oczami. Była ubrana w dżinsy i bluzę na ramiączkach. na nogach lśniły baleriny,Wydawało mi się że skądś ją znam.-Dawno się nie widziałyśmy.-Dodała Opanowałam chęć płaczu i spytałam.

-My sie.. znamy?

-Możliwe, ze mnie nie pamiętasz, ale od urodzenia jestem przy tobie. -Spojrzałam na nią pytająco. Ona lekko się uśmiechnęła i spokojnie wytłumaczyła-Jestem Elena.

-Czyli?..

-Czyli twoją matką.-rzekła. Teraz nie hamowałam łez. Trysnęły z moich oczu jak fontanna.

-To dlaczego dopiero teraz cię poznaję?-Pytałam.- \Dlaczego nie wcześniej?

-Ponieważ wtedy Patrizia łatwo by cię namierzyła-Mówiła-A ty nie możesz..

-I co z tego?-Wnierwiona wyszłam z pokoju. Wyjęłam kurtkę i wyszłam na dwór.

- Alemesta, poczekaj!-Powiedziała kobieta. nie posłuchałam i wyszłam na ulicę. Na początku poszłam do parku przez który potem przeszłam do mojego ulubionego miejsca w mieście czyli urwiska nad rzeką. Usiadłam pod drzewem i przypomniałam sobie kiedy razem z Emeline bawiłyśmy sie tu w chowanego. Na samo wspomnienie tego się uśmiechnęłam. Potem przypomniałam sobie, moje urodziny, na które Emeline przyszła w znienawidzonej sukience. I mój pierwszy rower na którym Emeline uczyła mnie jeżdzić. Kurcze za dużo to wspomnień... I tak właśnie spędziłąm połowę dnia na wspominaniu. trasu wyrwał mnie dopiero głos Kasa.

-Alemesta.. co ty turobisz szukamy cię wszędzie!

-Mówiłam ci żebyś tak mnie nie nazywał!-Wkurzyłam się.

-Ale jak Elena cię tak nazywa to jest dobrze tak?-Odbił piłeczkę.

-Tak bo ona mnie nie zna ani ja jej nie lubie!-Krzyknęłam.

-Czyli mam brać za dobrą rzecz to że się drzesz jak nazywam cię Alemesta?-drażnił mnie.

-Jak chcesz..-rzuciłam zrezygnowana.- Poza tym to ja jej już nie cierpię nie to co ciebie.-powiedziałam. Kastiel wyraźnie zadowolony usiadł koło mnie. Pięknie, Alu, pięknie. Wspaniale się wkopałaś..

-Czyli jak na przerwie cie oblałem to już mi wybaczyłaś tak?-spytał. No super będzie mnie tym zadręczał.

-no.. Niby tak, ale..-Przerwał mi pocałunkiem. No pięknie, ten dzień dość.. fajnie się kończy..


Część 7 (9.09.2015r) Edytuj

Powoli otworzyłam oczy. Okropnie mnie piekły. Podniosłam się i przeanalizowałam wczorajszy dzień. -Ech...-jęknęłam. Wstałam i powlokłam się z pokój do łazienki. Przejrzałam się w lustrze. (teraz opis to słuchajcie) Moje ciemnozielone oczy miały rozszerzone źrenice. Usta przybrały ciemnoczerwony kolor, a cera była wyjątkowo blada. Lekko się uśmiechnęłam. Poszperałam trochę w szafkach i znalazłam list. Zdziwiona przeszłam do mojego pokoju. Szukałam jakichś czystych spodni ale nic nie było. Za to znalazłam czarną pikowaną i szeroką spódniczkę. Pomyślałam że nie ma nic innego więc to po prostu ubiorę. Wyjęłam też biały podkoszulek z ząbkowatym dekoltem. Założyłam ukochany naszyjnik i ruszyłam po jakieś buty. Znalazłam czerwone trampki i bez namysłu je ubrałam. Już miałam wyjść, ale usłyszałam chrząknięcie. -Hmm.. One będą bardziej pasować.-Odwróciłam się. Zobaczyłam Nalan, która trzymała w rękach 10cm czarne szpilki z ćwiekłami z przodu oraz tyłu buta.-Jak myślisz?-Mimowolnie się uśmiechnęłam. Podeszłam do Nalan i wzięłam buty. -Też tak myślę.-Powiedziałam. Zdjęłam trampki i założyłam szpilki. Oczywiście prawie się w nich zabiłam. -No i wreszcie jakoś wyglądasz!-Krzyknęła Nalan. Wyglądała na zachwyconą. Wyglądało że nie zauważyła listu. Tak nadal go mam. Pożegnałam się i wyszłam. Początkowo miałam siąść pod wierzbą ale jednak poszłam na miasto. Ruszyłam do Kafeterki. Dopiero teraz zauważyłam, że nie mam pieniędzy. Zmartwiona miała wyjść, ale czyjaś ręka złapała mnie za ramię. Gwałtownie się obróciłam z ręką przygotowaną do uderzenia. Nagle zobaczyłam tylko okulary słoneczne na całkowicie białych włosach. Spojrzałam trochę w dół i zobaczyłam wesołą twarz Rozalii. Była ubrana w koszulę w kratkę i podziurawione i sprane jeansowe rurki. Miała też śliczne kolczyki sowy i naszyjnik do kompletu. Na palcu miała pierścionek od Leo (jak to powiedział Lys: Leo zapłacił za ten pierścionek fortunę!). -Hej nigdy bym nie podejrzewała że cię tu spotkam!-powiedziała widocznie szczęśliwa- i to na pewno nie w takim stroju! Gdzie się podziała nasza AlaChłopczyca? -No wiesz... -Ach no tak nowy chłopak nowy styl. -Roza!-Syknęłam Rozglądnęłam się w około a potem spojrzałam na Rozę. -No przepraszam! Chcesz coś do picia na przeprosiny?-Kiwnęłam. Roza zamówiła mi expresso a sobie zieloną herbatę. Wypiłyśmy gadając aż w końcu po Rozalię przyszedł Leo. Był trochę zdenerwowany i wolałam nie nakłaniać Rozy do zostania. Dopiłam kawę i wyszłam. Czułam się trochę dziwnie czując na sobie wszystkie spojrzenia. Po drodze otworzyłam kopertę. Zaczęłam czytać. "Paryż 1930 Witaj Droga Eleno! Moja kochana siostro nadzieje że jeszcze się nie rozmyśliłaś co do ślubu jednego z moich synów i twojej córki, Sylvii*. Było by przecież okropne przepuścić taką okazję twojego powrotu na tron. Chcę ci też przypomnieć że jeśli odmówisz ty lub twoja córka prawo do małżeństwa przechodzi na twą następną córkę, której ci absolutnie nie życzę..." O co w tym chodzi? _______________________________________________________________________________________________ Sylvia- pierwsza córka Eleny. wiec oto i cd pozdrowienia. Ps dodałąm bo wam się należy.


Część 8 (25.10.2015r) Edytuj

Cześć wam ludzie oto wróciłam z nową porcją tej jakże nienormalnej, szalonej i w dodatku mojej twórczości. No to miłego czytania.


-Jak na licealistkę to jesteś naprawdę głupia.-Powiedziała Nalan. Przewróciłam oczami. -Ty to potrafisz podnieść człowieka na duchu.-Prychnęłam. Wróciłam do książki. Owszem, chodzenie po mieście bez butów może nie jest najlepszym pomysłem, ale zawsze to lepsze niż łażenie w czymś przez c się zabijesz, prawda?- Swoją drogą to c tak długo robią Kastiel i.. -I Lysander -Kastiel i Lysander w pokoju?-Spytałam. Nalan machnęła ręką.-Gdybym ja wiedziała co oni robią jak są sami to pewnie bym na zawał zeszła.-Podniosła wzrok.-Ale nieważne. Dobra ja lecę. Papa!-rzuciła i wybiegła. Zaśmiałam się. Wyjęłam telefon i słuchawki, ustawiłam jakąś playlistę i włożyłam słuchawki do uszu. Odłożyłam książkę. Po dłuższej chwili wyłączyłam muzykę i wyszłam z pokoju. Ruszyłam za dźwiękiem nowej piosenki The GazettE (Inside beast). Otworzyłam drzwi zza, których dźwięk był najgłośniejszy. Zobaczyłam Kasa i Ly.. Jego przyjaciela. -Wejdź-usłyszałam. Posłusznie weszłam i zamknęłam za sobą drzwi.- Po co przyszłaś?-spytał Kastiel. Zastanowiłam się. -Nudziło mi się na dole i.. -Mogłaś pójść do parku albo coś robić.-Powiedział. Zdziwiona spojrzałam na niego. Dziwnie się zachowywał. -Nie chciałam.-Oznajmiłam. Skrzyżowałam ręce na piersiach. Kastiel nigdy nie by zbyt miły, ale teraz mu nic nie zrobiłam. -Mogłaś to zrobić wbrew woli.-Odparł chłodno. Chłopak, Który siedział obok podniósł się. Miał błyszczące oczy. Był rozbawiony. Uśmiechnął się tajemniczo i zniknął za drzwiami. -Kim on jest?-spytałam, a kas się zaśmiał.-Nie martw się nic mi nie zrobi. -Pytam kim on jest?-Powtórzyłam.- Dziwnie się ubiera i zachowuje.-Usłyszałam chichot za sobą. Odwróciłam się. Lysander stał i patrzył na mnie. -Dokładnie trudno określić kim jestem. Albo czym. W sumie to jestem i mnie nie ma. To dlatego, że jeśli ktoś się mnie pozbędzie nie będę istniał. I na odwrót. Chociaż jednak będę istniał tylko w innym świecie.-Uśmiechnął się. Patrzyłam na niego zaskoczona. Zachichotał.-Chodź pokaże ci coś.-Powiedział i wyszedł. Ja z nim. Otworzył drzwi i znaleźliśmy się na drodze. Jak? nie wiem. Zobaczyłam że jesteśmy gdzieś na obrzeżach miasta, bo niedaleko była skarpa. Ruszyliśmy boczną uliczką. -A właściwie to kim jesteś?-Zapytałam.-Kim albo czym?-On zaśmiał się. -Mówiłem już. Jestem d...-Przerwała mu muzyka. taka jak na karuzelach. Odwróciłam głowę. I wtedy to zobaczyłam. Mój najgorszy koszmar. -O nie..-Szepnęłam

Część 9 (19.12.2015r) Edytuj

Część wszystkim (tak w ogóle to piszę o z myślą, że czyta to kilka osób, ale staram się pocieszać)! Na wstępie to muszę powiedzieć iż ten rozdział miał wyglądać inaczej, tylko mój nadludzko inteligentny (czyt. nieludzko głupi) mózg i wyjątkowa oraz oryginalna (dziwna, moi drodzy) wyobraźnia przekształciła ów rozdział tak więc liczę na pozytywne (negatywne też) komentarze. I przepraszam, że tak krótko.

Miłego czytania!

_______________________________________________________________________________________________

Przede mną stała Emeline, a obok Rozalia klęczała nad jakimś ciałem. Po jej rękach spływała krew. Patrzyła na ciało z łzami w oczach, a Emeline z nie ukrywanym obrzydzeniem. Znów przeniosłam wzrok na ciało. Gdy przyjrzałam się bliżej, zauważyłam brązowe włosy. Podeszłam bliżej. -To Charlotte. Przyjaciółka Amber.-Powiedział obojętnie Lysander. Charlotte.. Kojarzyłam to imię. Zawsze chodziła za Amber i nigdy się nie oddzywała. Ale była człowiekiem, albo przynajmniej tak mi się wydaje. -Ale czy ona nie jest człowiekiem?-Spytałam nie pewnie. Emeline spojrzała na mnie po czym uniosła dłoń w której coś było. To chyba... -To jej serce. Niestety, ale jest człowiekiem.-Odparła. Rzuciła serce Charlotte do Lysandra. Ten złapał je i schował do kieszeni. -I niestety, ale paczka Amber będzie liczyła jedną osobę mniej.-Dodał. Czyli oni ją zabili? Moja siostra też? Przecież ona nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. -Ale przecież ty się brzydziłaś mordercami!-Krzyknęłam. Emeline zamrugała kilkakrotnie i podeszła do mnie. Złapała mnie za ręce i spojrzała w oczy. -Brzydziłam się ich tylko dlatego, że zawsze byłam jedną z nich. Ale nie robiłam tego z przyjemności. Robiłam to, bo musiałam cię chronić, siostrzyczko..-Przerwała i zaczerpnęła powietrza.- Pamiętasz może twoją koleżankę z przedszkola?-Kiwnęłam. Zginęła z powodu zakażenia rany na ramieniu, tydzień i dwa dni po swojej matce i dzień przed swoim ojcem.-Zginęła ponieważ kiedy zabijałam jej matkę próbowała mnie odciągnąć. Jej ojca zrzuciłam z klifu. Podobno miał układy z Patrizią. Jego żoną zabiłam przy okazji, w końcu zawsze mogła mieć z tym coś wspólnego. Córkę też zamierzałam zamordować, ale sama umarła. To wszystko.-Wzruszyła ramionami. -I bez żadnego problemu ich zabiłaś? Po kolei?-Zapytałam. Emeline uśmiechnęła się szeroko pokazując krew na zębach. -Chciałam cię tego nauczyć bo kiedyś zabiłaś psa, ale po tamtym wydarzeniu nie dotykałaś nic co ci się kojarzyło z psem.-Powiedziała. Zabiłam psa?

Późnym popołudniem wybiegłam na podwórko, żeby się pobawić. Pograłam trochę piłką i miałam wrócić do domu. Już byłam nie daleko, gdy usłyszałam warczenie. Odwróciłam głowę i zobaczyłam jakiegoś owczarka który stał kilka metrów odemnie i powoli się zbliżał. Przeanalizowałam wszystko i postanowiłam uciekać ponieważ musiałabym chwilę czekać aż Emeline otworzy, pozatym zanim bym dobiegła pies by mnie złapał. Tak więc rzuciłam się do ucieczki. Przebiegłam koło huśtawek i Wybiegłam w bardziej zatłoczoną uliczkę. Pech chciał, żeby była niedziela i większość ludzi była w domu. Dodałam gazu i skręciłam na inne osiedle. Spojrzałam z nadzieją, że pies mnie nie gonił niestety pomyliłam się, bo był 2 metry odemnie. Zaczęłam panikować. Po drodze znalazłam kamień, którym rzuciłam w psa. Trafiłam w jego łapę, przez co zaskomlał i na chwilę się zatrzymał przez co zyskałam na czasie i w szaleńczym biegu wypatrzyłam patyk wyglądał na twardego, więc go wzięłam i biegłam z nim kilkaset metrów aż zobaczyłam, że nie mam gdzie uciekać. Stanęłam jak wryta, aż nie usłyszałam szczekania. Gwałtownie się obróciłam i zobaczyłam tego przeklętego psa. Był bardzo blisko, a mnie sparaliżował strach. Chwilę potem zobaczyłam krew na jego łapie. Wtedy wyostrzyły się moje zmysły i strach gdzieś uleciał. Mocnie zacisnęłam palce na patyku. Kiedy pies był w moim zasięgu zamachnęłam się na tyle silno, że pies którego uderzyłam w głowę odrzuciło kilka metrów dalej. Uznałam, że nie żyję, więc rzuciłam patyk i biegiem wróciłam do domu. Kiedy Emeline otworzyła pobiegłam do naszego wspólnego pokoju i płakałam. Widząc w głowie obraz nie ruszającego się psa

-Ale przecież.. -Nasza strachliwa dziewczynka coś zabiła? Dziwne.-Rzuciła Rozalia. Zabiłam..


Część 10 (14.03.2016r) Edytuj

Cześć wam! Wreszcie zdecydowałam się coś dodać. Może szczyt marzeń to nie jest, ale staram się. Tak przy okazji to "Alemesta" ma już trochę ponad rok. I w tym właśnie momencie chciałabym podziękować szczerze wszystkim, którzy wytrwali do 10 rozdziału. Życzę wam zdrowia i cierpliwości do pisania/czytania/korektowania oraz, oczywiście miłe lektury (!).

Wdech, wydech.. wdech, wydech..

       Spokojnie.. Otworzyłam oczy. Para rażąco niebieskich oczu przyglądała mi się. Nagle właściciel oczu poderwał się i zaczął piszczeć. Lekko zirytowana, czy też zdenerwowana tym faktem, zmarszczyłam brwi i próbowałam się podnieść. Nic z tego nie wyszło. Postać stanęła w miejscu i znów się pochyliła. Przez mgłę zobaczyłam wyraziste rysy twarzy Emeline. Z zatroskaną miną przyglądała mi się, mamrocząc. Nic nie zrozumiałam, ale doszłam do tego, że chciała mnie upewnić o tym, że wszystko jest w porządku. Spojrzałam w bok. Koło łóżka siedziała Roza. Była, w przeciwieństwie do Emeline, ubrana normalnie. Nic nie wskazywało na to, co zrobiła. Wyglądała jak każda dziewczyna. Była uśmiechnięta i głośna. Dlatego jej przymrużone oczy i całkowicie poważna twarz przestraszyły mnie. Choć mniej niż to jak bardzo była spokojna, mimo wczorajszego dnia. 

-Zostaw ją.-Mruknął ktoś. Po głosie poznałam, że to był Lysander.- Przez ciebie tu jest więc nic nie rób.-Warknął. Emeline wywróciła oczami.

-A kto ją sprowadził?-Rzuciła z przekąsem. Lysander potarł skronie i westchnął.

-W każdym razie nie ja przeraziłem.-Odparł. Jego głos był zimny, wyprany z jakichkolwiek uczuć.-Dobrze się czujesz?-Spytał mnie nawet nie patrząc. Przez chwilę chciałam coś powiedzieć, ale nie wychodziło mi to, więc kiwnęłam.-Umiesz mówić?-Spojrzał w moją stronę. Jego wzrok był pusty i przenikliwy, przez co się wzdrygnęłam. Uniósł brew.

-I tak długo tu nie pobędzie.-Rzuciła Rozalia wstając z podłogi. Otrzepała się i stanęła wyprostowana.-Jeszcze dzisiaj zabiorę cię do innego mieszkania.-Mruknęła bardziej do siebie niż do mnie.

-Ale teraz..-powiedziała Emeline przykładając mi coś do twarzy.-śpij..-szepnęła. Materiał pachniał bardzo słodko. Po prostu mdle słodko. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Uczucie narastało z każdą sekundą, aż zemdlałam.

      Obudziłam się na twardej ziemi. Jacyś ludzie stali nade mną i rozmawiali dość głośno.                                                                                         

- Może zanieśmy ją od razu do pałacu?

-Ty idioto! Lepiej ją zabić jeszcze tutaj!

-Ja jestem idiotą? Chyba ty!-Krzyknął i rzucił się na tego pierwszego. Wykorzystałam moment i zerwałam się z ziemi. Biegłam co sił w nogach mijając wszystkie głazy czy strumienie

- Ej, ona ucieka!- Usłyszałam. Nic się nie liczyło bardziej niż ucieczka. Po jakimś czasie pozwoliłam sobie odpocząć. Nie panowałam nad ruchami. Ledwo się trzymałam na nogach.

-Kim jesteś?-Usłyszałam piskliwy głosik. Odwróciłam się. Za mną stała dziewczynka. Ręce miała za plecami. Westchnęłam.

-Alemesta. A ty kim jesteś?-Dziewczynka zmarszczyła brwi.

-Chyba ci muszę coś powiedzieć.-Mruknęła.- Muszę cię zabić.-Powiedziała. Wybuchnęłam śmiechem.- Dobrze, że się śmiejesz.-uśmiechnęła się szeroko.-Twoje ostatnie chwile będą radosne. Wielu ludzi umierając jest smutnych.-Dokończyła.

        Tak właśnie poznałam Sylvię, moją starszą siostrę.








AnkietaEdytuj

Podobało ci się "Almesta" by Nata1998?
 
29
 
6
 

Ankieta stworzona dnia lut 9, 2015, o godzinie 16:57.
Oddanych głosów: 35

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki